Remember Me

Pamiętaj o mnie” – głosi tytuł debiutanckiego dzieła Don’t Nod Entertainment. Zabawne, biorąc pod uwagę niezwykłe bogactwo późniejszego dorobku francuskiego studia, a także fakt, że o recenzowanej tu grze mało kto już dzisiaj pamięta. Po ponownej reanimacji konsoli PlayStation 3 i zapoznaniu się z Remember Me, przychodzi mi do głowy jedno. Twórcom gry raczej nie o taką nieśmiertelność chodziło w tytule.


Niedola


Zgodnie z wizją Francuzów ze studia Don’t Nod, w przeciągu kolejnych sześćdziesięciu lat stolica Francji zmieni się nie do poznania. Neoparyż w 2084 roku oślepiać będzie jaskrawymi bilbordami, holograficznymi reklamami i sterylnymi apartamentowcami. Ale jak każda futurystyczna metropolia, będzie również pełna rażących nierówności, z cuchnącymi i epatującymi beznadzieją slumsami na czele. U szczytu władzy zaś stoi korporacja Memorize, która swoją potęgę i wpływy zbudowała na technologii manipulowania ludzką pamięcią. To świat, w którym wspomnienia są towarem i walutą, a każda próba podważenia systemu jest brutalnie pacyfikowana.

I w tymże futurystycznym, odrobinę cyberpunkowym świecie, wcielamy się w Nilin, młodziutką mulatkę z kolorowymi pasemkami na głowie i dziwnym, kręcącym się owalem na szyi. Bohaterka trudni się dość nietypowym zajęciem. Jako tak zwana łowczyni pamięci (ang. memory hunter) jest członkinią antysystemowej grupy zwanej Errorists. Dzięki specjalnemu sprzętowi potrafi wykradać pamięć wybranym osobom, a nawet, trochę w stylu Incepcji Christophera Nolana, przemodelować ich wspomnienia. Nie dziwi więc fakt, że przedstawiona w grze historia zaczyna się od brutalnej próby wykasowania dziewczyny z życia publicznego. Na wpół przytomna i już ze sporymi lukami w pamięci, dostaje z piąchy od więziennego klawisza, a następnie ustawia się w kolejce do pewnej „terapii”. Nim jednak do niej dojdzie, w jej głowie zadźwięczy głos niejakiego Edge’a, przywódcy errorystów i wówczas akcja rozpędzi się na dobre.

Remember Me - Screenshot 1

Biorąc pod uwagę mocno narracyjny charakter gry (o którym jeszcze za chwilę), opowiedziana tu historia strasznie mnie rozczarowała. To trochę przykre, ale dawno już fabuła gry nie była dla mnie aż tak bardzo obojętna. Fabularna mieszanka tajemniczej intrygi, sensacyjnych fajerwerków i rekonstruowania własnych wspomnień zaprezentowana jest tak chaotycznie i bezpłciowo, że o utratę rozeznania i zainteresowania nietrudno. Nilin spotyka na swojej drodze kilka postaci pobocznych, ale żadna z nich nie jest ani ciekawa, ani zbyt dobrze zaprezentowana. W zasadzie to niewiele o nich wiemy. Pojawiają się i znikają ot, tak sobie. Jeszcze gorzej wypadają sporadyczni bossowie, których świeżo po napisach końcowych ledwo pamiętałem.

W formie poukrywanych skrytek odnaleźć możemy kilkadziesiąt mnesist memories, czyli wpisów do dziennika poszerzających naszą wiedzę o świecie. Obszerne i różnorodne notatki wyjaśniają nie tylko technologiczne zawiłości i biografie kolejnych postaci, ale również dają historyczny wgląd w ostatnie półwiecze francuskich problemów społecznych. I wspominam o tym tylko po to, by pokazać, jak wielka praca włożona została w zbudowanie bogatego lore świata przedstawionego. Jego dopełnieniem jest świetna oprawa audiowizualna, w ramach której wyciśnięto wszystkie soki z konsoli PlayStation 3. Futurystyczny Paryż jest dzięki temu ciekawy, wciągający, a jego piękno dopełnia fantastyczna ścieżka dźwiękowa skomponowana przez Oliviera Deriviere. I to właśnie na całym tym uroczym i dopracowanym tle opowiedziana historia wygląda najsłabiej.


Nieład


Remember Me reprezentuje gatunek liniowych gier akcji, z typowym dla niego podziałem na bitewne areny oraz eksploracyjną otoczkę. Na arenach podstawę zabawy stanowi walka wręcz z licznymi grupkami wrogów. Z kolei w przerwach od mordobicia przemierzamy miasto w mocno korytarzowym stylu. Wśród wąskich uliczek i licznych labiryntów na dachach śledzimy fabularne postępy, oglądając niepomijalne przerywniki filmowe. To schemat znany z wielu innych gier, zwłaszcza konsolowych, jednak recenzowany tu tytuł zaskoczył mnie negatywnie pod wieloma względami.

Remember Me - Screemshot 2

System walki zrobił na mnie świetnie pierwsze wrażenie, lecz niestety dość szybko zaczął mnie irytować. Jego podstawą są tak zwane presseny, a cała walka przypomina trochę system freeflow znany z serii Batman Arkham. Największą różnicą jest to, że tutaj podczas wykręcania pięściarskich kombinacji nie przeskakujemy pomiędzy przeciwnikami. Zamiast tego staramy się skupić na jednym, aby combo było jak najbardziej efektywne.

Problem, jaki mam z tym systemem, jest wręcz trywialny. Przez całą długość gry dostajemy do wykorzystania raptem cztery układy ataków, które na domiar złego składają się jedynie z dwóch przycisków: kwadratu i trójkąta. Przeplatając ciosy silne, leczące czy skracające cooldown, sami decydujemy o efekcie końcowym wykręcanych kombinacji, jednak to tylko przypudrowanie problemu, bo w praktyce system ten okazuje się nieprzyzwoicie wręcz nudny. Wraz z postępem w grze odblokowujemy moce specjalne Nilin, które razem z bardziej wymagającymi przeciwnikami nieco wzbogacają rozgrywkę. Jest tego jednak znacząco za mało. Pod koniec gry miałem już serdecznie dosyć tak skontruowanej walki.

Odrobinę lepiej sprawa wygląda z fragmentami eksploracyjnymi, po brzegi wypełnionymi sekcjami akrobatycznymi. Gracji, z jaką Nilin przeskakuje pomiędzy kolejnymi oknami, rynnami czy rusztowaniami, pozazdrościć mógłby jej sam Książę Persji, przy czym w większości sekcje te są wąskie, idealnie oznaczone i banalne. Można nawet odnieść wrażenie, że przechodzą się same. Sporadycznie przyjdzie nam też uciekać przed większym zagrożeniem, skradać się pomiędzy skanującymi otoczenie robotami, a nawet rozwiązać kilka prostych zagadek środowiskowych. I to właśnie podczas tych „pobocznych” aktywności, bawiłem się w Remember Me znacznie lepiej, niż przy odhaczaniu kolejnych obligatoryjnych bójek.

Remember Me - Screemshot 3


Niepamięć


Koncept futurystycznego Neoparyża został dobrze przemyślany i pomimo pewnych fabularnych nieścisłości jest bardzo wiarygodny. Jednym z najlepszych momentów w grze jest wspomniana już wcześniej możliwość remiksowania pamięci. Odtwarzane niczym taśma, filmowe wspomnienia mogą być przez nas poddane solidnej obróbce. W ograniczonym zakresie możemy w nich cofać czas, a dzięki możliwości ingerencji w otoczenie mamy szansę całkowicie zmienić bieg wydarzeń. Ofiara naszych działań zostaje przeprogramowana pod nasze dyktando, co stanowi nieraz całkiem niezły fabularny zwrot akcji. To najciekawsza mechanika zaprezentowana w Remember Me i ubolewam nad tym, że występuje tak rzadko. Gdyby zaproponowano więcej tego typu pamięciowych retrospekcji kosztem wielu powtarzalnych walk, grze wyszłoby to wyłącznie na dobre.

I naprawdę bardzo chciałbym pochwalić ten tytuł za więcej pozytywnych elementów, lecz nie mam zamiaru zakłamywać rzeczywistości. To kolejny produkt udowadniający, że piękno wizji artystycznej i bogactwo dobrze rozpisanego lore to nie wszystko. To podobny przypadek, co dwa lata młodszy i rozpoczynający kolejną generację konsol The Order: 1886. Widoczkami i owszem, można się zachwycać, klimat sci-fi potrafi zaintrygować i może nawet będziemy się w Remember Me nie najgorzej bawić. Jednak w sytuacji, gdy kręcę nosem na około osiemdziesiąt procent rozgrywki, mimo najszczerszych chęci nie mogę jej ocenić tak, jakbym tego chciał.


Niech loga Don’t Nod i Capcomu was nie zwiodą. Remember Me to tytuł przyzwoity, acz w zależności od naszych przyzwyczajeń, bardziej lub mniej rozczarowujący. Paradoksalnie najbardziej zapamiętam go nie z tego co dobre, lecz z tego, na czym najbardziej się zawiodłem: nudnej i powtarzalnej walce, która okazała się nietrafionym eksperymentem. Cóż, jak widać nie każda opowieść o ludzkiej pamięci musi w naszej pamięci pozostać.