Call of Duty: Modern Warfare II (singleplayer)

Według słów Ulyssesa Granta albo przekazu dowolnego intra z serii Fallout „Wojna… wojna nigdy się nie zmienia”. To jakże trafne stwierdzenie dobrze wpasowuje się w główny cykl Call of Duty i można by rzec – Modern Warfare nigdy się nie zmienia, nieustannie przyciągając tłumy. Jest niezawodny niczym Kałach, strzela z celnością 9mm Glock’a 17, a jego premiera pochłania społeczność graczy z zasięgiem odpalonej broni masowego rażenia. Czy tryb fabularny godnie kontynuuje przygodę kapitana Johna Price’a i spółki? Czy twórcy dodając do trybu multiplayer parę nowości mogą wygodnie usiąść na kanapie, rozłożyć nogi, odpalając kubańskie cygara w geście triumfu? Przekonajmy się. [recenzję trybu multiplayer znajdziecie tutaj]


Task Force 141 wkracza do akcji – kampania fabularna Call of Duty: Modern Warfare II

W 2019 r. dane mi było opisać wrażenia płynące w „soft” reboocie, dochodząc do ostatecznego wniosku, który wybrzmiewał następująco: Modern Warfare zajmuje trzecie miejsce na ,,pudle” zaraz po Call of Duty 4: Modern Warfare i Call of Duty: Black Ops. Kampania fabularna wróciła wtedy na odpowiedni tor, gdzie poruszał się zarówno szybki francuski pociąg TGV w biały dzień, jak i stara powolna lokomotywa zagłuszająca swoim sykiem ciszę w środku nocy. Inaczej formułując. Konflikt zbrojny w grach, od czasów wspomnianej wcześniej pary najlepszych reprezentantów, nie smakował tak wybornie. Podczas przeczesywania piętrowego domostwa z wykorzystaniem noktowizorów przez oddział antyterrorystyczny wręcz czuć było na własnej skórze ten klimat. W końcu był realistycznie odwzorowany, co potwierdził sam Mark “Billy” Billingham służący w Brytyjskim SAS. Dynamiczny pościg za złoczyńcą przez uliczki Londynu generował sporą dawkę adrenaliny, a wydarzenia oczami pewnego dziecka autentycznie wstrząsały – niejednokrotnie ukazując wojnę bez skrupułów, nawet jeśli myśli przestawione były na „nic mnie nie ruszy, to tylko strzelanka”. Chociaż trzeba być drewnianym klocem Mokujinem, aby takie obrazy wojny nie poruszały emocjonalnie.

I nie wiem, czy to dobrze, czy źle, ale twórcy znacznie stonowali kontrowersje pojawiające się w poprzedniej odsłonie. Widocznie narobiły zbyt dużego szumu w mediach komplikując public relations. Nie widzimy już kobiet błagających o życie, które giną z naszych rąk po tym jak zaczęły sięgać po broń. Kapitan Price nie zrzuca „wybuchowego” zakładnika przez barierkę, który jeszcze przed śmiercią wykrzykiwał błagalnym tonem, że chce jeszcze zobaczyć rodzinę. Brakuje nawet podobnej misji, kiedy to na placu Piccadilly Circus w Londynie terroryści zrobili masakrę na niewinnych przechodniach. Gra miała wtedy pokazać współczesne konflikty bez zakłamywania rzeczywistości i łagodzenia wszelkich wydarzeń dziejących się tu i teraz na świecie, i to zrobiła. Modern Warfare II jest pod tym względem bezpieczniejsze, jednak nie oznacza to, że kampania zatraciła swojego pazura.

‘Dwójka’ kontynuuje wydarzenia zamykające poprzednią część serii.

SPOJLER
Tuż po tym, kiedy to John Price przysiadł się na herbatkę z opiekunką CIA Kate Laswell, aby omówić zagrożenia ze strony Wiktora Zakhaeva, a także proponując utworzenie niezależnej grupy Task Force 141. W jego skład wchodzą ulubieńcy znani z wcześniejszych odsłon, a więc: sierżant Kyle „Gaz” Garrick, John „Soap” MacTavish, oraz Simon „Ghost” Riley, którego wizerunek w kartotece jest nikomu nieznany.

Do zespołu dołącza ekspresyjny członek meksykańskich sił specjalnych, pułkownik Alejandro Vargas, który świetnie wpasował się do „starej gwardii”. Wydaje mi się, że w tej chwili omówienie dalszej części historii będzie zbędne – w końcu każdy przyzwyczaił się do filmowej narracji typowej dla tej serii z obowiązkowymi zwrotami akcji, więc cokolwiek tu napiszę, może okazać się mało przydatne. W skrócie przygotuj popcorn dla postronnie oglądającej osoby, rozsiądź się wygodnie z padem w dłoni i chłoń atmosferę rodem z filmu Act of Valor (polecam). Nie słuchajcie wiecznie narzekających marud w sieci, którzy wiedzą najlepiej wspominając o słabej kampanii. Wstukują brednie w zalepione chrupkami serowymi klawiaturę, a następnie zasłaniają okna i zamykają się w pokojach ogrywając błogosławiony multiplayer. Nie słuchajcie również medialnych plotek z Twitterów o powrocie misji „All Ghillied Up”, czyli najlepszej misji snajperskiej w dziejach, rozgrywającej się w Prypeci (Call of Duty 4: Modern Warfare z 2007r. lub jak kto woli remaster z 2016r.). To jest od nowa napisana historia tylko z tymi samymi bohaterami. Nie prequel, czy inny remake. Chociaż zdaje sobie sprawę, że można się w tym zgubić.

Call of Duty: Modern Warfare II dla niektórych będzie tylko przedsmakiem do multi, a dla innych – gwarancją niezapomnianej przygody, w czasach opanowanych przez rozwleczone sandboxy, które dynamiką dorównują układaniu literek w Scrabble.

Kampania podzielona jest na kilkanaście misji, tych dłuższych trwających niecałą godzinę, do ultra krótkich 10 minutowych strzałów. Twórcy doskonale wiedzieli, że nie mogą zafundować powtórki z poprzedniego Modern Warfare dlatego raz, że usadzili wojaków w zupełnie odmienne i bardziej różnorodne lokacje niż wcześniejszy Urzikstan i Londyn (chociaż teraz w większości sytuacje dzieją się na terenach Meksyku), dwa – urozmaicili misje starając się w paru miejscach zaskoczyć stare wygi. Prolog z pewnością wyszedł gorzej jeśli porównać najazd na fabrykę w samym środku nocy w pierwszej części. Dalej będzie już tylko lepiej, jednak należałoby skończyć z tymi porównaniami do poprzednika wszak to nie porównywarka cen, czy produktów w Ceneo. W skórze jednego z członków Task Force 141 będziemy przeczesywać domostwa na granicy Meksyku i Stanów Zjednoczonych, pochodzimy po rezydencji w Las Almas niczym Agent 47 w serii Hitman, zaplanujemy atak na platformę wiertniczą w środku wzburzonego oceanu, czy odbijemy zakładnika w strzeżonym więzieniu. Mniej więcej połowa z przygotowanych zadań rozgrywa się nocną porą, więc miłośnicy gęstej atmosfery będą zadowoleni. Dorzucając do tego świetnie wykonane odprawy, charakterne postaci, dobrze odwzorowany wojskowy ekwipunek i całą otoczkę militarną; łącznie z podłożonymi głosami, czy przestrzennymi dźwiękami (radzę ogrywać w słuchawkach, lub z dobrym nagłośnieniem domowym), twórcy uzyskali efekt bliski uczestniczenia w prawdziwych operacjach wojskowych. Co prawda pomiędzy normalnym gameplayem, a mięsistym strzelaniem natrafimy na efektowne skrypty jak na serie przystało, ale są one w najnowszych reebotach mocno stonowane.


Nie taki znów odgrzewany kotlet. Czyli dowód na to, że Call of Duty: Modern Warfare II może zaskoczyć.

Panowie z Infinity Ward z pewnością zaskoczyli implementując bardziej rozległe mapy, dzięki czemu można poczuć małą namiastkę swobody. Misja snajperska w Hiszpanii jest prawdopodobnie największym terenem działań w nie tak małym przecież dorobku firmy. A skoro przy niej jesteśmy to Kylle Garrick oraz John Price w strojach maskujących pokrytymi liśćmi, czołgając się między spacerującymi wartownikami, nie tylko puścili oczko w stronę misji „All Ghillied Up”. W pewnym momencie rozgrywka przypomina starusienkie Project I.G.I. .I jest to spory komplement, kto pamięta jeszcze klimat płynący z tego klasyka ten doskonale wie, o czym pisze. Z kolei uratowanie pewnej osoby z meksykańskiego zakładu karnego to zdecydowanie najlepiej wyreżyserowana i złożona misja jaką przygotowali twórcy. Zresztą zobaczycie, przeżyjecie, będziecie opowiadać znajomym. Zgodnie z klasyką, powracają pewne rutynowe działania, jak infiltracja mieszkania w grupie kilkuosobowego oddziału, gonitwa za celem, czy ostrzał z działek o różnej mocy z pokładu samolotu, kiedy to akcję obserwujemy z lotu ptaka.

Z nowości dochodzi opcja swobodnego pływania w akwenach wodnych z możliwością nurkowania, czy prowadzenie samochodu z irytującą funkcją przeskakiwania z jednego pojazdu na drugi. Chyba podczas rutynowych spotkań w studio omówili ten aspekt w salce zapełnionej alkoholem. Albo pani animator przespała się z gościem odpowiedzialnym za jakość mechaniki w grze i wyszedł z tego niezbyt udany romans. Już nie wspominając, że cała sekwencja rodem z Uncharted dłuży się jak flaki z olejem, a pewne zadania aż proszą się o rozbudowę jak np. ta ze schwytaniem VIP-a w bajecznie wyglądającym Amsterdamie, co zajmuje nam 10 minut. Twórcy zrobili z tego benchmark w środku gry, a była tu szansa na coś większego.

Zbliżam się do podsumowania. W końcu ile można lać wody opisując 6 godzinną rozgrywkę singleplayer, w kółko powtarzając naprzemiennie słowa typu: klimat, skrypty i wybuchy? Ale będę na tyle uparty, że napomnę jeszcze o czymś. Wszystkiego spodziewałem się po tej grze. W pierwszym Modern Warfare nosiłem pustaki jakby mało było symulatorów na rodzimym rynku, a także sterowałem dronem detonując go przy przelatującym helikopterze. Cofając się lata wstecz i odpalając odsłony ze starszych generacji było tego znacznie więcej: od strzelania z wyrzutni rakiet podczas jazdy konno, po dryfowanie w przestrzeni kosmicznej z eksplodującymi stacjami. Jednak nigdy nie spodziewałbym się, że w Infinity Ward znajdzie się jakaś mądra głowa, która zamieni klasyczną rozgrywkę w survival-horror. Zanim zakrztusisz się ze śmiechu poranną kawą, bądź pewien, że nie będzie tak wesoło, kiedy zaznasz atmosfery ciasnych uliczek z klaustrofobicznymi zabudowaniami mieszkalnymi podczas burzliwej nocy i ulewy zalewającej ulice. Trup ścieli się tutaj gęsto, ściany zachlapane są krwią zabitych przed chwilą cywili, ktoś po drugiej stronie korytarza uderza pięścią w drzwi, pies wściekle ujada w klatce alarmując twoją obecność – a ty, otoczony przez uzbrojonych adwersarzy musisz zbierać śmieciowe przedmioty, wytwarzając ekwipunek, aby przetrwać.

Do tego miejsce nie tylko ocieka atmosferą rodem z dreszczowca, ale przytłacza detalami. Strugi wody spływające po kostce brukowej, zadrapane ściany, przedmioty walące się po zdezelowanych pokojach, czy niesamowicie plastyczne oświetlenie dodające realizmowi grze. Nie rozpływając się za bardzo, od strony graficznej Modern Warfare II wygląda bardzo dobrze, w końcu użyto nowej wersji silnika gry InfinityWard 9.0, który wprowadza ze sobą cały szereg ulepszeń graficznych oraz dźwiękowych, a także nieznaczną poprawę sztucznej inteligencji (nie oczekujcie rewolucji), po nowe systemy symulacji wody.

Poniżej znajdziecie fragmenty rozgrywki bez większych spoilerów. Pod koniec porównanie oryginalnego dubbingu z polskim. Wyszedł poprawnie, ale pewne głosy aktorów jak zwykle są zbyt teatralne i miękkie jak na komandosów. Klasyka.


Na zakończenie znalazłem idealne zdanie opisujące recenzowany tryb rozgrywki, który dla niektórych jest tylko przedsmakiem do multi, a dla innych – gwarancją niezapomnianej przygody. Call of Duty: Modern Warfare II jest jak Jaguar XJ220. Beżowa skóra otulająca wnętrze pojazdu śmierdzi trochę kapciem, trochę latami 90., a kiedy wzrok skierowany jest na tapicerkę, klasyczne wyposażenie aż bije po oczach. Tylko, że powłoka lakieru o kolorze Silverstone Green z „rozpływającą” się karoserią tego kultowego supersamochodu zachwyca za każdym razem kiedy wyjedzie na ulice. A osiągi sprawiają, że ten poczciwy Jaguar jest szybszy niż Ferrari F40 i Lamborghini Diablo. Modern Warfare: klasyczne, elektryzujące, sprawdzone i ponadczasowe.

 

GRA DO RECENZJI DOSTARCZONA PRZEZ CENEGA
DZIĘKUJEMY ZA WSPARCIE!

5 2 votes
Oceń Wpis
Subscribe
Powiadom o
guest

1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

Price to kozak!!

Last edited 1 miesiąc temu by Grifter
1
0
Napisz co myślisz, zostaw komentarz.x