Gry, dzięki którym wesprzesz naukę | Cross-Play

Gry, dzięki którym wesprzesz naukę

Jednym z najczęstszych zarzutów stawianych grom (zaraz po wywoływaniu uzależnień i pogarszaniu zdrowia) jest ich relatywna nieprzydatność. Gamedev to przemysł głównie rozrywkowy, a ogromna większość gier ma po prostu dawać graczowi frajdę. Nie ma w tym nic złego, ale można połączyć przyjemne z pożytecznym.


Istnieje wiele tytułów, za pomocą których gracze mogą nie tylko dobrze się bawić, lecz także pomagać naukowcom i badaczom, na przykład klasyfikując zdjęcia czy też rozwiązując łamigłówki. Na tym polega nauka obywatelska (ang. citizen science), czyli zbieranie i analizowanie danych w ramach współpracy z profesjonalnymi naukowcami. Innymi słowy, nawet jeśli na co dzień nie zajmujesz się, dajmy na to, mapowaniem neuronów w ludzkim mózgu, nadal możesz to robić w domu. Poniżej znajduje się zaledwie kilka gier, dzięki którym można aktywnie wesprzeć profesjonalnych naukowców. Co jest pozytywnie zaskakujące, takich tytułów jest multum.

 

Twierdzę kategorycznie, że to jest osioł

Zacznijmy od platform, które oferują pewną interaktywność, lecz do pełnoprawnych gier im trochę daleko. Zooniverse to gigantyczna baza danych zdjęć z przeróżnych dziedzin – od biologii, przez fizykę, aż po historię. Projekty są podzielone tematycznie i choć zadania gracza są różne, najczęściej sprowadzają się one do analizowania fotografii. Dla przykładu, wybierając projekt Spider Crab Watch, analizujemy zdjęcia z dna morza. Po krótkim samouczku odpowiadamy na pytania dotyczące jakości zdjęcia oraz szczegółów (czy widać inne zwierzęta oprócz krabów pająkowatych? czy widać ślady ludzi?). W Zooniverse możemy zająć się też obserwacją i klasyfikacją galaktyk. Albo oglądaniem zórz polarnych klatka po klatce. Albo rozpoznawaniem gatunków żab na podstawie plików audio. „Minigierek” jest kilkadziesiąt, każdy znajdzie coś dla siebie. Wciąż nie mogę wyjść z podziwu, że zwykły śmiertelnik, który ze szkolnej biologii nie pamięta kompletnie nic, może pomóc zawodowym badaczom. Artykuł z 2019 roku mówi, że wolontariusze z Zooniverse odkryli dwadzieścia osiem potencjalnych egzoplanet (planet okrążających inne gwiazdy niż Słońce, źródło: Urania).

Mogą nasuwać się uzasadnione wątpliwości. Skoro klasyfikacją zdjęć mogą zajmować się kompletne beztalencia, czy nie doprowadzi to do zalewu pomyłek i sprzecznych informacji? Po pierwsze, to samo zdjęcie może wyświetlić aż trzydzieści osób, co zmniejsza szanse na pomyłkę czy zwyczajny trolling. Przy wyjątkowo spornej kwestii, fotografia trafia do eksperta. Po drugie, można dołączyć do łatwiejszych projektów. Wspomniana wcześniej klasyfikacja galaktyk jest dosyć prosta, ale rozpoznawanie żab na podstawie ich rechotu…? Pewnie po odpowiednim tutorialu jest to do zrobienia, ale można po prostu zająć się czymś prostszym, przynajmniej tymczasowo.

Gry, dzięki którym wesprzesz naukę | Cross-Play Stall Catchers

Podobne założenia posiada Stall Catchers. Celem tej gry jest pomoc w opracowywaniu lekarstwa na Alzheimera. Użytkownicy dostają filmy ukazujące przepływ krwi w mózgu myszy, a ich zadaniem (graczy, nie gryzoni) jest szukanie zatorów w naczyniach krwionośnych. Badania wykazały, że kiedy takowe się pojawiają, myszy mają duże problemy z pamięcią. Kiedy jednak udaje się je usunąć, problemy znikają. U pacjentów chorych na Alzheimera jest podobnie – blokada naczyń krwionośnych w mózgu uniemożliwia prawidłowe jego funkcjonowanie. Zatem sprawdzanie przepływu krwi w mózgu myszy przyczynia się do rozwoju badań nad lekiem na Alzheimera. W odróżnieniu od Zooniverse, w Stall Catchers jeden film może obejrzeć aż kilka tysięcy użytkowników, a bilans odpowiedzi jest widoczny. Co prawda platforma ta nie jest tak bogata w zawartość jak Zooniverse, ale też może dostarczyć trochę zabawy.

W przeciwieństwie do gier stosowanych w medycynie, większość tytułów wspierających rozwój nauki jest dostępna nawet w przeglądarce lub na urządzeniach mobilnych.

Na tle innych platform wyróżnia się CrowdWater. W tej grze oceniamy poziom wody w zbiorniku oraz między innymi wilgotność gleby oraz ilość śmieci. Wszystko na podstawie zdjęć. Dzięki takim danym można trafniej przewidywać, czy danemu obszarowi grozi susza lub powódź. Czynnikiem wyróżniającym grę są swego rodzaju rozgrywki rankingowe. Można wziąć udział w zawodach, w których do wygrania są drobne gadżety, na przykład podkoszulka lub termos. Jest to drobna rzecz, ale niektórych zapewne lepiej zmotywuje do grania, a co za tym idzie, zaklasyfikowania większej liczby zdjęć.

 

To żyje

Na szczęście istnieją też bardziej interaktywne produkcje wspierające naukę. Foldit to gra logiczna, w której szukamy stabilnej struktury trójwymiarowych łańcuchów białkowych. Brzmi groźnie, lecz w praktyce jest to całkiem ciekawe. Za pomocą myszy trzeba tak przesuwać obiekty, żeby ani nie występowały pomiędzy nimi kolizje, ani też nie było za dużo wolnej przestrzeni pomiędzy nimi. Z czasem robi się coraz trudniej, lecz gra cierpliwie wyjaśnia nam zasady krok po kroku. Dla chętnych jest też tryb edukacyjny, w którym niezbędna wiedza jest uzupełniona o naukowe uzasadnienia. Foldit ma już trochę lat na karku, a szczątkowa grafika wygląda jak z przełomu generacji PS2 i PS3. Mimo tego tytuł ten jest nadal grywalny. W 2011 roku użytkownicy odnaleźli kształt łańcucha białkowego bardzo podobnego do wirusa HIV. Naukowcy bezskutecznie próbowali to osiągnąć przez kilka lat. Graczom Foldit zajęło to niecałe trzy tygodnie.

Podobne, lecz dużo ciekawsze (i atrakcyjniejsze audiowizualnie), jest EyeWire. Rozgrywka jest podobna do Foldit, lecz zamiast poszukiwania łańcuchów białkowych, mapujemy neurony w ludzkim mózgu. Ekran podzielony jest na dwie części: po lewej stronie mamy trójwymiarowy model neuronu, a po prawej jego dwuwymiarowy przekrój. W 2018 roku świat nauki obiegła wiadomość, że gracze z EyeWire pomogli odkryć sześć nowych rodzajów neuronów. Najlepsze jest to, że rozgrywka w tej grze autentycznie wciąga. Jest coś fascynującego w oglądaniu wnętrza mózgu, podobnie jak w Stall Catchers.

Dobrym kompromisem pomiędzy nauką a zabawą wydaje się Cancer Crusade. W tej grze (tylko na urządzenia mobilne), musimy zatrzymać rozwój raka za pomocą chemioterapii. Możemy też zaplanować całe leczenie i przyglądać się jego przebiegowi. Należy też stale monitorować poziom toksyczności w organizmie, gdyż chemia atakuje też zdrowe komórki. A nowotwór z czasem ewoluuje i uodparnia się na działanie chemioterapii. Poza zbieraniem danych (które potem trafiają do Moffitt Cancer Center na Florydzie), gra niesie ze sobą też sporą wartość edukacyjną. Kto chce zobaczyć, jak faktycznie działa leczenie nowotworu za pomocą chemii, może nie tylko zrobić to z poziomu smartfona, ale też nadzorować wirtualną terapię.

Gry, dzięki którym wesprzesz naukę | Cross-Play Cancer Crusade

Wiedzę z biologii można odświeżyć również w przeglądarkowej grze Eterna. Celem gracza jest tutaj tworzenie łańcuchów RNA, co osiągamy, łącząc ze sobą kolorowe kulki symbolizujące zasady azotowe: A, U, G i C. Okazuje się, że łączenie kropek może dać namacalne korzyści. Na podstawie sekwencji stworzonych przez graczy, zbudowano już ponad 86 tysięcy łańcuchów RNA (na rok 2016). Badania nad syntetycznym RNA mogą pomóc w opracowywaniu leków nawet na choroby genetyczne. Poza tym gra się w to naprawdę dobrze. Pewnie spora w tym zasługa kolorów i „bąbelkowego” interfejsu, ale „głupie łączenie kulek” sprawiło mi sporą satysfakcję. Poza tym w ogóle nie trzeba znać się na biochemii, a tryb edukacyjny jest wyłącznie dla chętnych.

Złap je wszystkie!

QuestaGame to skrzyżowanie Pokémon GO z fotografowaniem zwierząt w stylu Beyond Good & Evil. Aby grać, trzeba wyjść na pole dwór i robić zdjęcia faunie napotkanej po drodze. Za każdą fotkę dostajemy wirtualne złoto, którego ilość zależy od rzadkości danego gatunku. Zebrane dane trafiają do Global Biodiversity Information Facility (pol. Placówka Informacji nt. Globalnej Bioróżnorodności). Na mapie gry możemy sprawdzić, gdzie zostały zrobione ostatnie zdjęcia. Dzięki temu widać, że gracze aktywnie działają w okolicach Krakowa (oraz chociażby Oświęcimia i Zakopanego). Ciekawa alternatywa dla łapania pokestworów? Dajcie znać w komentarzach!

W kwestiach gameplayu, twórcy Phylo poszli o krok dalej. Gdybym nie wiedział, że dane zebrane podczas rozgrywki służą nauce, pomyślałbym, że to kolejna casualowa gra. Polega ona na przesuwaniu kolorowych kropek w lewo lub w prawo, tak aby tworzyły jednolite kolumny. Zasad jest więcej, ale stosunkowo łatwo je przyswoić, a kolejne plansze są dosyć proste. Ciężej jest wykręcić porządny wynik, a gra jest istnym pożeraczem czasu. Układając kolorowe kolumny, jednocześnie tworzymy sekwencje DNA – trudna, żmudna praca została przekształcona w przyjemną gierkę. W ciągu niecałych dwóch lat od jej powstania, użytkownicy opracowali ponad 350 tys. łańcuchów, co przyczyniło się do wzrostu dokładności rozwiązywania tego typu problemów aż o 70%.

 

Bede grau w gre

Wszystkie te liczby i odkrycia wyglądają imponująco, ale większość tych produkcji nie zachęciła mnie do grania. Jedyne gry, jakie bym rozważył, to Cancer Crusade (bo oglądam Breaking Bad) oraz Eterna, względnie Phylo (ponieważ naprawdę wciągają jak bagno). Na samą myśl o tym, że miałbym gapić się w obrazki, kiedy mógłbym patroszyć centaury w God of Warze III, ogarnia mnie niechęć. Jak widać, nie tylko mnie, gdyż takie QuestaGame pobrano zaledwie 10 tysięcy razy, a Cancer Crusadezaledwie 500. Popularność Zooniverse czy Eterny jest zapewne większa, ale liczby mówią same za siebie. Mimo iż twórcy tych gier dwoją się i troją, by obok danych naukowych dostarczyć też wciągającą rozgrywkę, efekt jest kiepskawy, z drobnymi wyjątkami. Najlepsze gry z tej niszy to te, które skupiają się głównie na dobrym gameplayu. Absolutnym rekordzistą jest tutaj Phylo, gdyż każualowy gracz może się w ogóle nie zorientować, że przesuwanie kropek ma drugie dno.

Być może „zaszycie” minigry wspierającej rozwój nauki w pełnoprawnej produkcji jest kluczem do sukcesu?

„Gier naukowych” jest masa, tylko co z tego, jeśli nikt ich nie zna? Bez wątpienia doprowadziły one do kilku odkryć, ale ich potencjał jest znacznie większy. Takie produkcje muszą być przede wszystkim dobrymi grami, żeby utrzymać zaangażowanie gracza. Grając w pięciominutowy samouczek, raczej nie dokona się znaczących odkryć. Jednakże gra dziesięć, piętnaście minut dziennie brzmi już bardziej obiecująco. Największe tytuły free to play stosują masę taktyk, by zatrzymać przy sobie gracza. Wyzwania dzienne, rankingi, czy nawet nagrody za samo logowanie się – to wszystko jest na porządku dziennym. Najsłynniejsza apka do nauki języków obcych – Duolingo po mistrzowsku stosuje te techniki. Mimo iż głównym celem jej użytkowników jest nauka, twórcy aplikacji uczynili ją tak przyjemną, że mogłaby być traktowana niemal na równi z innymi grami mobilnymi.

Gry, dzięki którym wesprzesz naukę | Cross-Play Eterna

Ciekawe podejście ma Eve Online. Choć trzon rozgrywki w tym kosmicznym MMORPG-u jest cokolwiek nienaukowy, tytuł ten zawiera minigierkę polegającą na identyfikacji łańcuchów białkowych w ludzkich komórkach. Takie obrazki trafiają potem do Human Protein Atlas (pol. Atlasu Ludzkich Białek). Pozyskane dane pomagają naukowcom lepiej zrozumieć budowę komórek w ludzkim ciele. Na fali sukcesu tej aktywności powstała druga minigierka, polegająca na poszukiwaniu egzoplanet. Choć to samo można robić też w Zooniverse, korzystanie z Eve Online daje większe korzyści w postaci punktów doświadczenia, kredytów oraz przedmiotów w grze.

Być może „zaszycie” minigry wspierającej rozwój nauki w pełnoprawnej produkcji jest kluczem do sukcesu? Klasyfikowanie historycznych obrazków samo w sobie będzie wciągające tylko dla garstki pasjonatów. Natomiast ta sama czynność wykonywana w, dajmy na to, Assassin’s Creedzie może znaleźć więcej zwolenników i przynieść lepsze rezultaty. Dodajmy do tego wymierne korzyści w grze (kasa, punkty doświadczenia), a gracz będzie miał dodatkową motywację. Niestety, taka aktywność poboczna też mogłaby mieć swoje minusy. Przede wszystkim, przez długi czas nie dałoby się jej ukończyć z powodu ogromnej ilości danych. A jeśli mimo wszystko obrazki się skończą i już nie będzie niczego do roboty? Można by je puszczać w kółko, ale czułbym się wtedy jak chomik biegający w kołowrotku. Nie wspominając już o tym, że pewnie wymagany byłby stały dostęp do internetu, nawet w trybie jednoosobowym. A nagroda musiałaby być odroczona w czasie – wynik siłą rzeczy nie może być zweryfikowany natychmiast. A tak na marginesie, główny bohater Assassina musiałby mieć bardzo dobry powód, żeby to robić.

W przeciwieństwie do gier stosowanych w medycynie, większość tytułów wspierających rozwój nauki jest dostępna nawet w przeglądarce lub na urządzeniach mobilnych. Obecnie jednak mają one nikłe szanse na wejście do mainstreamu, gdyż gry „zaledwie” rozrywkowe są po prostu lepsze. Co prawda Eve Online udowadnia, że da się wykorzystać tego typu gierkę jako aktywność poboczną, lecz jest to obarczone dużym ryzykiem. Casualowi gracze również wydają się dobrą grupą odbiorców, jeśli rozgrywka jest prosta i wciągająca zarazem.

A czy Wam zdarzyło się kiedykolwiek wesprzeć naukę, jednocześnie grając? Dajcie znać poniżej lub na naszym Discordzie!

5 3 votes
Oceń Wpis
Subscribe
Powiadom o
guest

4 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

Jak już Ci wspominałem – fantastyczny, oryginalny temat.

Cel szlachetny, ale niskie zainteresowanie mnie nie dziwi. Mainstream odpali AAA czy wypasionego indrora, z kolei dzieciaki pykające na smartfonach (z tego co obserwuję w autobusach) wolą 122 wersję ‘Bust-A-Move’ czy innych “bubli”, albo walą w ekran dotykowy, by delfinek płynął dalej (kolejna wariacja na temat Flappy Bird) i tego typu pierdy. Już widzę jak składają łańcuchy DNA 🙂

Takie pozycje to kojarzą się z moją siostrą cioteczną, biochemiczką, która siedząc w laboratorium z wirusami (taka Umbrella w realu) między testowaniem kolejnych wirusów (które następnie wstrzykują małpkom) między jednym fragiem naczelnego a drugim, skleca na smartfonie takie łańcuchy i obserwuje podobne pierdoły co pod swoim mikroskopem. Taka nisza nisza niszy 🙂

Myślałem, że na gierkach się znam, ale zaskakujesz mnie za każdym razem 😀 Jedyny tytuł jaki mi przychodzi do głowy to dr. Mario i niszczenie wirusów w tetrisowym stylu. Ale to nadal nie jest nawet blisko tematu, który rozłożyłeś na czynniki pierwsze.

Tak jak wspomniałeś, gry wspierające naukę to szczytny cel, ale nigdy nie dobiją się do mainstreamu. Przyczyn jest zbyt wiele, a najważniejsza z nich to taka, że ja pierwszy raz słyszę o zaprezentowanych tytułach (każdym jednym!). I pewnie jestem w gronie tych 99% osób.

4
0
Napisz co myślisz, zostaw komentarz.x