Przegrani. Legendarne porażki świata gier – recenzja książki
Michał Pisarski, znany również jako Pisarion3000, to jeden z najbardziej wyrazistych twórców materiałów dotyczących wirtualnej rozrywki na polskim YouTube’ie. Jego rzetelne, fachowe i, co najważniejsze, pełne pasji materiały uplasowały go wśród czołowych ikon polskiego poletka growego. Widzowie kojarzą go przede wszystkim z charakterystycznym czarnym humorem oraz trafnymi, sarkastycznymi ripostami kierowanymi w stronę przedstawicieli branży growej i nie tylko. Zaangażowany komentator zjawisk związanych z kulturą gier oraz technologii. Publicysta obecny w prasie branżowej, dla którego Nintendo to nie marka, lecz styl życia. Dziś sprawdzimy, czy jego debiut literacki ma w sobie tę samą energię, która napędza jego materiały z popularnego na kanale cyklu RetroTygodnia. Przed Wami recenzja książki Przegrani. Legendarne porażki świata gier.
Jako gracz z wieloletnim stażem, a jednocześnie naczelny tego grajdołka, z zaciekawieniem śledzę znane persony wśród naszych rodzimych kanałów na YouTube, które uprawiają publicystykę poświęconą grom. W związku z tym, podobnie jak w przypadku Dark Archona (Arkadiusza Kamińskiego), nie mogłem przejść obojętnie obok informacji o kolejnej premierze książki o tematyce growej.
Od momentu zapowiedzi książki i poznania jej tytułu starałem się unikać wszelkich informacji o jej zawartości, by nie zepsuć sobie momentu odkrycia, czym ta książka naprawdę jest. Czy faktycznie opisane w niej „porażki” będą miały w sobie więcej głębi niż przysłowiowy crap, który nie odniósł sukcesu z powodu nieudolnych developerów? Po jej przeczytaniu mogę odpowiedzieć krótko: bez obaw. Ale po kolei.
Co tam siedzi pod maską?
Od ponad trzydziestu lat przez moje łapska przewinęły się joysticki, pady i różnej maści kontrolery. Dla czystej rozgrywki gram odkąd sięgam pamięcią, a branżę śledzę z zaangażowaniem od ponad dwóch dekad. Dlatego też, kiedy dostałem już książkę w swoje ręce, pierwsze co zrobiłem, to zacząłem przeglądać spis treści, zadając sobie kilka pytań. Czy znajdę bliżej mi nieznane przypadki sprzętu i gier, które, ku mojemu zdziwieniu, jednak poniosły porażkę? Czy te bardziej oklepane historie, które zna i kojarzy większość graczy, wniosą do przedstawionych treści coś nowego? I czy aby na pewno, wbrew wszystkiemu, Cyberpunk 2077 nie znalazł się na tej liście?
Pomijając przedmowę i zakończenie, kolejne „przegrane” opisane w książce, zostały nam przedstawione w, wydaje się, najlepszy możliwy sposób, czyli chronologicznie. Bardzo cieszy mnie fakt, że Michał doskonale rozumie i odnajduje się w temacie, jaki porusza w swej publikacji. Co więcej, jeżeli ty, drogi czytelniku, żyjesz w przekonaniu, że wspomniany CP2077 powinien się w owej książce znaleźć, to autor wytłumaczy ci, dlaczego się mylisz.

Każdy z omawianych tematów składa się ze: wstępu, historii oraz (choć nie w każdym przypadku) osobistych wrażeń z obcowania z daną produkcją czy sprzętem. Do tego znalazło się również miejsce na dział „Wzmianki niehonorowe”, który został podzielony na konsole i gry. To nic innego, jak krótsze opisy konkretnych przypadków, które zapewne nie zasługiwały na to, by zawłaszczyć sobie większą liczbę stron w książce, lecz musiały się w niej znaleźć. Popieram taki ruch, bo jednak głupio by było ani słowem nie wspomnieć o takiej PS Vicie.
Wielu przegranych
Historię wielkich porażek zaczynamy więc od klasycznego przypadku E.T., dziś chyba jednego z najbardziej ikonicznych przykładów nie tylko klęski samej produkcji, ale tego, jak owa historia pociągnęła za sobą wielki branżowy krach. Jeżeli nigdy o tym nie słyszeliście, to macie co nadrabiać. Dalsza podróż porusza opowieści mniej lub bardziej znane przeciętnemu graczowi. Do tych bardziej oczywistych zaliczymy historie o tym, jak Nintendo w pewnym okresie pozwoliło ukrzyżować Philipsowi biednego Linka, o Megazordzie od Segi, który wprowadzał dezorientację nie tylko wśród graczy, ale i w szeregach własnej firmy, czy też perypetie nieśmiertelnego i kultowego Duke Nukem Forever. Mniej oczywiste treści to te poruszające tematy Game.com, Gizmondo, Tapwave Zodiac czy dawno już zapomnianego tworu o wdzięcznej nazwie Zeebo. Są też przypadki, które mnie osobiście miło zaskoczyły, bo o ile znam dobrze historię Balan Wonderworld, tak z zaciekawieniem poznałem szczegóły dotyczące historii Epic Mickey 2.
Dam wam teraz przepis na moją specjalną miksturę: mało pieniędzy, mało czasu i mnóstwo oczekiwań. Nie zdradzę co z tego wyjdzie, musicie spróbować sami, ale podpowiem, że jest brązowe i brzydko pachnie.
Pozostaje jeszcze pytanie: czy w omawianych historiach, zwłaszcza tych, które dobrze znamy, możemy znaleźć coś nowego? Odpowiedź brzmi: to zależy przede wszystkim od tego, jak bardzo sami pogłębiamy na co dzień wiedzę o grach i ich historiach oraz jak wnikliwie doszukujemy się różnych szczegółów. Od siebie dodam, że wiedza, jaką przedstawił nam autor, w pakiecie z bardzo dobrze przeprowadzonym researchem, daje świetne efekty. Myślę, że w większości przypadków sporo osób znajdzie jakieś smaczki i szczegóły, o których nigdy wcześniej nie słyszało, choć wydawać by się mogło, iż znają konkretny przypadek od podszewki. Dla przykładu, czy wiedzieliście, jak brzmi pełna nazwa niechlubnego kaszalota, potocznie znanego jako Superman 64? Ja nie wiedziałem. Takich ciekawych informacji, o których nie miałem pojęcia, jest w tej pozycji znacznie więcej. To oznacza, że warto zagłębić się w każdy, nawet pozornie znany nam już temat.
Nie tylko przegrywy
To, czego się absolutnie nie spodziewałem, to fakt, że na 336 stronicach omawianej lektury znajdziemy naprawdę sporo faktów, wspominek i anegdot o grach (i nie tylko), które na pierwszy rzut oka z porażkami nie mają absolutnie nic wspólnego. Jakież było moje zdziwienie, kiedy czytając pierwszy rozdział o wspomnianym już E.T., pojawiają się informacje o Harrym Potterze, Władcy Pierścieni czy Aladynie, a w tle zamieszczone są screeny z Herculesa tudzież gier o Simpsonach. I nie było to parę linijek tekstu, a nawet 5-6 stron.

Zagłębiając się jednak w dalsze treści, szybko zdamy sobie sprawę, że jest to zabieg celowy. Pisarion umyślnie opowiada o różnych grach i nawiązuje do wielu elementów popkultury, aby pokazać kontrast pomiędzy nimi a omawianym „kaszanem”. Każdy omawiany rozdział posiada takie wprowadzenie, które obrazowo ukazuje głębię poruszanego przypadku i pozwala jeszcze lepiej zrozumieć istotę wymienionej klapy. Do tego wszystkiego Michał zastosował zagrywkę na poziomie Chytrej Baby z Radomia. Idąc po linii najmniejszego oporu, postanowił zagrać na nostalgii, zwłaszcza osób, które swoje growe dzieciństwo datują na lata 80. i 90., przedstawiając nam swoje osobiste retrospekcje. Bardzo sprytna zagrywka, która, muszę przyznać, działa. Zatem poza bogatą dawką informacji o legendarnych przegranych branży gier, odbędziemy dodatkowo bardzo dobrze poprowadzoną podróż w czasie, podczas której przypomnimy sobie nie tylko kultowe gry i filmy, ale również wiele znanych i pamiętnych symboli ogólnie rozumianej popkultury tamtych lat.
Pisarski humor fanatyka Nintendo
Nie mogę nie wspomnieć o charakterze recenzowanego czytadła i stylu, w jakim jest ono napisane. Tutaj na pewno ucieszy się każdy, kto na bieżąco śledzi kanał Michał Pisarski Tech. Jest to pozycja, która jest wprost przesycona charakterystycznym, czarnym humorem autora. Poprowadzona z zadziornymi tekstami, aluzjami i, co mnie zaskoczyło, wstawkami, które w niejednej publikacji mogłyby nie przejść. Więc, jeżeli lubicie jego luzackie, sarkastyczne podejście do branży (oraz samego siebie) – będzie to dodatkowy powód do zakupu tej pozycji. Oczywiście wszystko zależy od waszego poczucia humoru, ale mogę z ręką na sercu powiedzieć, że minimum raz na stronę, autor wywoła u was mniejszy lub większy efekt banana na twarzy. Radzę więc uważać, bo przy ponad trzystu stronach może wam już tak zostać na stałe.
Same informacje są zaś przekazywane w bardzo przystępny sposób. Nie znajdziecie tu technologicznego bełkotu, tysiąca liczb opisujących taktowania procesorów czy zaawansowanych terminologii, które by was straszyły po nocach. Przegrani. Legendarne porażki świata gier czyta się przyjemnie, szybko i z zaciekawieniem.
Nie zapominajmy też, że Michał to jeden z największych fanów Nintendo w Polsce. W końcu sam to nieustannie powtarza, również w omawianej tu publikacji, więc coś w tym musi być, prawda? Doskonale to widać na przykładzie opisywanych w książce porażek, gdzie te dotyczące sprzętów Nintendo skradły zdecydowanie więcej stron od pozostałych.
Choć, pokażę Ci mój GameRoom, tylko nie patrz na glitche
Są ludzie, którzy skrupulatnie budują swoją jaskinię gracza, wypełniając ją co rusz nowymi artefaktami. Są też tacy, którzy mimo, że nie zbierają żadnych antycznych gratów (nie wspominając już o upychaniu ich po sam sufit), to chętnie podziwiają kolekcje innych. Trzecia grupa to ludzie, dla których takie kolekcjonerstwo (swoje lub czyjeś) jest całkowicie obojętne, a liczą się dla nich przede wszystkim ogrywane tu i teraz tytuły. Ja zdecydowanie należę do tej drugiej grupy osób. Lubię zbierać pudełkowe wersje gier, choć kolekcjonerem się nazwać nie mogę. Doceniam za to kolekcje innych i bez jadu podziwiam czyjś wieloletni dorobek.

W swojej książce Pisarki wnet pokazuje nam swój obszerny GameRoom. Czytadło obfituje w szczegółowe fotografie, często zajmujące całe strony. W ten sposób możemy się z bliska przyjrzeć kolekcji (choć jest to na pewno tylko ułamek całości), jaką posiada autor Przegranych. Nie raz i nie dwa zatrzymałem się na chwilę, by przyjrzeć się bliżej zdjęciu „szaraka” gotowego odpalić The Simpsons Wrestling w towarzystwie starego CRT-ka, kaset VHS oraz tony niezdrowych cziperków. Zaiste klimat lat dziewięćdziesiątych. Zdjęcia mają swój urok i idealnie wpisują się w charakter całej książki, podkreślając jej styl i narrację.
I tutaj chciałbym zaznaczyć, że te prywatne fotki gier i sprzętów są najlepsze jakościowo, choć musimy mieć na względzie, że nie mamy tu do czynienia z wysokiej klasy albumem drukowanym na kredowym papierze, o podwyższonej gramaturze, z błyszczącym wykończeniem. No tak, ale co z resztą? Tutaj pojawia się lekki i często niezrozumiały dla mnie zgrzyt. Nie wiem od czego to zależy, ale są pewne zdjęcia, przeważnie zrzuty ekranu, które jakościowo wyglądają bardzo słabo. Zrozumiałbym jeszcze, że niektóre gry retro mają bardzo niską dostępną jakość screenów w internecie, ale jednak z tytułem takim jak The Legend of Zelda: Tears of the Kingdom nie powinno być problemów. Takich mało przyjemnych dla oka obrazków znajdzie się więcej, choć nie jest to duża wada, bo są to głównie screenshoty, na które nie zwraca się szczególnie dużej uwagi – nie one grają tu pierwsze skrzypce.

Z innych „bugów”: nieporozumieniem dla mnie jest fakt, że ktoś wpadł na pomysł, by jedną (na szczęście tylko jedną!) stronę machnąć w kolorze ciemnej, szarej zieleni, gdzie czarny tekst jest bardzo słabo czytelny, zwłaszcza pod wieczór. Ja wiem, że patrzenie na sprzęt typu Ouya może boleć, ale nie trzeba tego tak dobitnie pokazywać (strona 313). Poza tym znalazłem tu i ówdzie parę babolków, których nie wyłapała korekta (na przykład podwójne powtórzenie zwrotu „nowej generacji” na stronie 126). Więcej grzechów nie pamiętam albo są tak nieistotne, że nie warto o nich wspominać.
A więc czy warto?
Jeżeli dotarliście do tego momentu, to na pewno już znacie odpowiedź. Ale podkreślę, warto, i to jak! Michał dostarczył nam książkę z ciekawym pomysłem na siebie, która szczegółowo i fachowo omawia nakreślony temat. Z dużą dozą przyjemności czyta się o korpoignorancji w stosunku do znanych marek (The Simpsons: Wrestling), o tym, jak pycha potrafi zgubić niejednego twórcę (Daikatana bądź Daikaszana, jak kto woli) czy też jak niemożliwe do zrealizowania ambicje prowadzą do stworzenia jednego z większych crapów w historii (Superman 64). Do tego dochodzą chybione decyzje, pogoń za kasą, brak pasji i wiele, wiele więcej. Do całości dodajmy naprawdę przystępną cenę (62,99 zł u wydawcy Znak Horyzont), sztywną i błyszczącą okładkę, przedstawiającą bardzo klimatyczną retro mozaikę, a otrzymamy pozycję, którą ciężko przeoczyć.
Czas, jaki spędziłem z recenzowaną książką, mogę porównać do spotkania przy piwku z najlepszym kumplem. I ten kumpel właśnie z pasją opowiedział mi szczegółowo wszystko, co chciałem wiedzieć na dany temat, a przy okazji, dla rozluźnienia atmosfery, zagaił dobrym żartem, rzucił trafną ripostą, a i powspominało się stare, dobre czasy.
Przegrani. Legendarne porażki świata gier to pozycja, która przekaże nam wiele rzetelnych treści, a do tego bawi i sprawia, że chcemy poznać jeszcze więcej ciekawych historii zaserwowanych w tak przystępny dla czytelnika sposób. I kto wie? Być może Michał podejmie wyzwanie i doczekamy się kiedyś kontynuacji, bo materiał w tym zakresie jest tak obszerny, że na spokojnie może jeszcze wystarczyć na co najmniej kilka publikacji. Trzymam kciuki!
![]()
KSIĄŻKA DO RECENZJI DOSTARCZONA PRZEZ















