Contrast
Podświadomie każdy z nas wie, czym jest, lub może być, kontrast. Studio Compulsion Games w swoim debiutanckim tytule odnosi się do zabawy światłem i cieniem, co samo w sobie wydaje się genialnym w swojej prostocie, pomysłem na grę. Tylko czy zrealizowane w tej konwencji Contrast, poza kilkoma patentami na ciekawe łamigłówki, oferuje coś jeszcze? Zapraszam do recenzji.
| Tekst powstał na bazie wydanej w 2014 roku edycji gry na konsolę Xbox One, ogrywanej w trybie wstecznej kompatybilności na konsoli Xbox Series X. |
Magia Niesamowitego Vincenzo
W grze wcielamy się w Dawn, istotę, która swoją aparycją przypomina cyrkową akrobatkę. Jej wyjątkowość polega na tym, że posiada ona moc zdematerializowania swojej fizycznej postaci i podróży przez świat w formie cienia. Przez niemal całą grę nie wiemy, kim tak naprawdę jest, ale wiemy, że dostrzegalna jest wyłącznie przez małą Didi. Dla dziewczynki samotnie wychowywanej przez lokalną gwiazdę wieczornych rewii to jedyna koleżanka i towarzyszka niedoli. Gdy pewnego wieczora na matkę Didi po raz kolejny padają światła reflektorów, pozostawiona samopas małolata daje ujście swojej niesfornej naturze. Otwiera okno i wraz z wyimaginowaną kompanką wyruszają ku przygodzie. Brzmi to, jak niegłupi wstęp do fascynującej, baśniowej opowieści, ale niestety, opowiedziana w grze historia jest raczej z katalogu tych banalnych, potwornie przewidywalnych i w ostatecznym rozrachunku niezbyt angażujących.
Gatunkowo Contrast jest krótką, bo składającą się raptem z trzech niedługich rozdziałów, przygodową platformówką. Ze wspomnianej wcześniej umiejętności przechodzenia w świat cieni uczyniono motyw przewodni gry i główną oś zabawy. Rozgrywka początkowo opiera się na skromnej eksploracji ulic miasta i rozwiązywaniu prostych łamigłówek. Później dochodzą do tego etapy bardziej platformowe i zręcznościowe, co w połączeniu z zabawą światłocieniem i perspektywą daje bardzo satysfakcjonującą pętlę rozgrywki. Zwłaszcza w drugiej połowie gry, gdy statyczne kształty ustępują miejsca ruchomym elementom karuzel, cieniom kręcących się kół zębatych, chwiejących się belek czy opuszczanych żyrandoli. W niektórych miejscach sami musimy operować źródłem światła tak, by z cienistej poświaty uformować pożądane przejście, a w innych deformujemy się razem z trzymaną w rękach skrzynią, by następnie jako cień przenieść ją na wyższe kondygnacje. Niektóre pomysły zrobiły na mnie większe wrażenie, inne mniejsze, ale w ogólnym rozrachunku łamigłówki polegające na zabawie światłami i cieniami stanowią największą zaletę omawianej gry.

Euforia brzmień w Ghost Note
Akcja gry rozgrywa się w latach dwudziestych XX wieku. Widać to i słychać od pierwszych minut spędzonych z tytułem. Nucona w tle jazzowa muzyka kreuje odpowiedni nastrój i wespół z odpowiednimi projektami bohaterów i lokacji tworzy spójną i dobrze przemyślaną wizję artystyczną. A że klimat gry jest, jaki jest, to i nie mogło zabraknąć odrobiny melancholijnego noir i klasycznej, mafijnej gangsterki. Stylistycznie możemy tu odnaleźć trochę z Alicji Americana McGee, a w kwestii wielowymiarowego pokonywania przeszkód, wyczuwalne są tu lekkie inspiracje takimi tytułami jak Limbo i Portal.
Trochę mi przykro, że muszę to napisać, ale w całej tej ideowo-artystycznej aurze sukcesu, od Contrast niemal przez całą długość gry uporczywie bije niedopracowanie i niski budżet. Nieważne czy biegamy akurat po brukowanych uliczkach w trójwymiarze, czy jako płaski cień suniemy po ścianie budynku, gra w bardzo wielu momentach rozczarowuje technicznymi niedoskonałościami. Dawn poza umiejętnością zlania się z otoczeniem, posiada w swoim repertuarze raptem dwie mechaniki – skok i dash, i niestety obie potrafią popsuć tyle samo nerwów. Skakanie po półkach jest wyjątkowo drewniane, a na domiar złego postać w niektórych momentach blokuje się na losowych elementach otoczenia. Podczas wielu późniejszych etapów, gdy wymagany jest odpowiedni timing podczas skakania i dashowania, gra nie reaguje na wydawane komendy tak, jakbyśmy tego oczekiwali. W zależności od tego, jak bardzo klawisze pada będą nas zawodzić, będziemy tylko lekko skołowani, albo i całkowicie sfrustrowani.

Co wrażliwsi na wizualne aspekty, ponarzekać mogą również na takie kwestie jak koślawe poruszanie się głównej bohaterki, czy chwilami męcząca praca kamery. Choć oprawę audiowizualną ogólnie pochwaliłem za projekt i artystyczną spójność, tak jej wykończenie pozostawia trochę do życzenia. Tekstury bywają brzydkie i poszarpane, a wiele brył i elementów otoczenia sprawia dziwne wrażenie, jakby były stworzone na pierwszego Xboksa czy PS2, a nie na sprzęt o dekadę młodszy. Na pocieszenie dodam, że wszystkie wymienione problemy nie są definiujące. Ogrywając ten tytuł, nie czujemy, jakbyśmy mieli do czynienia z naprędce sklejonym bublem, a raczej ze skromnym, acz ciekawie przemyślanym indykiem ze średniej półki.
Contrast jest tak naprawdę grą jednego patentu, który starano się ubrać w piękne artystyczne szaty i klimatyczne udźwiękowienie. Niby fajnie, ale efekt wydaje mi się odrobinę rozczarowujący. I choć do długości gry nie mam zarzutu jako takiego (choć wielu graczy uważa, że jest za krótka), tak po napisach końcowych pozostałem z poczuciem lekkiego niedosytu. Godny polecenia tytuł, od którego jednak nie oczekujcie fajerwerków.













