Saros
Zaćmienia słońca, mimo że to naturalne zjawiska astronomiczne, zawsze wzbudzały niepokój wśród ludzi. Być może jednak we wszechświecie są planety, gdzie rzeczywiście zaćmienie ich najważniejszej gwiazdy wywołuje tylko kłopoty. Przekona się o tym ekspedycja wysłana na Carcosę w celu odnalezienia członków poprzednich wypraw. Mowa oczywiście o grze Saros.
Powrót Returnala?
Pomimo pewnych nawiązań do poprzedniego tytułu studia Housemarque, Saros to samodzielna produkcja z własną historią z gatunku sci-fi, podbudowaną mistycyzmem. Łączy w sobie widok z trzeciej osoby, bullet hellową rozgrywkę oraz mechaniki roguelite’a. Obecnie tytuł zadebiutował jedynie na PlayStation 5, co może odbić się na jego sprzedaży, ale nie ma wątpliwości, że posiadacze tej konsoli dostali bardzo nietuzinkową pozycję.
Ekspedycja statku Echelon IV przeżywa naprawdę ciężki okres po przybyciu na planetę Carcosa. Po tym, jak korporacja Soltari zauważyła zniknięcie trzech fal kolonistów wysłanych na planetę – pierwszych trzech eszelonów – Echelon IV zostaje wysłany, aby dowiedzieć się, co się stało. Ów mniejszy zespół, skoncentrowany na ratowaniu, rozbija się na planecie i wkrótce zostaje uwięziony w cyklu dotkliwych zaćmień miejscowego Słońca. Wcielamy się w rolę egzekutora imieniem Arjun Devraj, z miejsca rozpoczynając niepokojącą historię w psychodelicznym otoczeniu. Bohater szybko traci przytomność, którą nagle odzyskuje w obozie. Nie wie, jak tam powrócił, a co gorsza, jego towarzysze także są zdezorientowani i stają się wobec niego nieufni. Mimo to nadal upiera się wykonać misję i odnaleźć zaginionych osadników. Oczywiście pod powierzchnią czai się mroczna tajemnica globu, z którą ostatecznie przyjdzie się nam zmierzyć.
Zaćmienie i śmierć
Saros to wprawdzie historia jednej osoby uwikłanej w zamkniętą pętlę cierpienia i zgonu, ale przez jej pryzmat poznajemy skomplikowane losy pozostałej obsady dramatu. Zresztą fabuła jest o wiele bardziej rozbudowana i wielowątkowa, niż sugerowałaby to pierwsza godzina gry. Arjun nie tylko musi skupić się na misji eksploracyjno-ratunkowej, lecz także walczyć z własną przeszłością. Rozbieżne, świetnie zarysowane osobowości, a także indywidualne motywacje i obawy członków załogi również nie ułatwiają mu zadania, zwłaszcza z powodu narastającej, wspomnianej już nieufności do niego. Nie należy zapominać również o korporacji Soltari, która, jak to każde korpo, dba jedynie o bilans zysków i strat, chociaż nie jest tak bezduszna w porównaniu do podobnych im molochów z innych gier. W każdym razie cała historia dawkowana jest w idealnie dobranych kawałkach, dzięki czemu autentycznie chciałem brnąć w nią coraz dalej, pomimo częstych śmierci.
No właśnie, jak przystało na grę roguelite, śmierć jest obowiązkową częścią rozgrywki i nie powinno nas frustrować, że prędzej czy później kopniemy w kalendarz – czy to tocząc bój z silniejszym przeciwnikiem, czy też po prostu przez przypadek. Zresztą zrobiono to tak, abyśmy nie odczuwali z tego powodu dyskomfortu. Za każdym razem, gdy Arjun odradza się w bazie zespołu i wyrusza ponownie na wyprawę, świat nieznacznie się zmienia, więc żadne dwie eksploracje nie są dokładnie takie same.
Trzeba przyznać, że Saros jest grą trudną, ale zarazem przystępną, mimo iż sam główny bohater, chociaż galaktyczny weteran, nie należy do twardzieli. Trochę jak soulslike’ach: kilka trafień, jeden porządny cios bądź większy upadek i gryziemy glebę. Nasze działania wymagają precyzji i zaangażowania, aczkolwiek łut szczęścia czy obrana trasa mają swoje znaczenie.
Lawina kulek
Saros cechuje się charakterystycznym dla Housemarque systemem walki, pełnym adrenaliny i czerpiącym z gatunku bullet hell (czy tam bullet ballet). Unikamy tysięcy świecących, kolorowych pocisków i jednocześnie sami odpowiadamy ogniem, co graczom obeznanym w temacie może nasuwać podobieństwa z serią Nier. Gra wprowadza nowe mechaniki, takie jak Tarcza Soltari, która blokuje ataki i pochłania energię, zamieniając nasze ramię w potężną broń. Z czasem uzbieramy multum wszelakiego oręża, a także całą gamę ulepszeń postaci.
Gra posiada przyjemne sterowanie, do którego swoją cegiełkę dokłada haptyka kontrolera PlayStation 5. W intuicyjny sposób przypisano atak wręcz i tarczę do jednego przycisku, z czego będziemy często korzystać i dziękować twórcom. Przeciwnicy wysyłają kulki zagłady z każdego zakątka ekranu, ale ponieważ nasz bohater jest tak zwinny i żwawy, ten balet pocisków nigdy nie wydaje się ani niesprawiedliwy, ani nawet przesadny. Są schematy do wyuczenia, umiejętności do opanowania i refleksy do wyćwiczenia, jednak Saros to przede wszystkim strzelanka oparta na skillu, który brutalnie sprawdza.
Ponadto pewne punkty danego biomu aktywują zaćmienie, co znacząco zmienia rozgrywkę. Wtedy wrogowie nie tylko atakują agresywniej, zadają silniejsze ciosy, ale też dają więcej lucenitu (głównej waluty w grze). Samo zaćmienie wprowadza też kolejny element – zepsucie. Nie tylko rani ono Arjuna, lecz także zmniejsza maksymalny poziom jego zdrowia. Zaćmienie wprowadza sporo wyzwania, ryzyka i satysfakcji, ale poziom trudności jeszcze bardziej rośnie w górę. Z tego powodu też, czego nie da się ukryć, wymagany jest częsty grind. Na szczęście Saros to jeden z tych roguelite’ów, w których za każdym razem, gdy giniemy, odradzamy się na początku z pewnym trwałym postępem, który odrobinę pomaga nam przy każdym kolejnym podejściu. Ponadto w trakcie rozgrywki mamy dostęp do modyfikatorów pozwalających rozgrywkę ułatwiać albo wręcz przeciwnie – utrudniać. Arjun, podobnie jak główna bohaterka Returnala, Selene, jest niezwykle sprawnym żołnierzem. Może być jednak jeszcze sprawniejszym. Wykorzystując lucenit, który zbieramy podczas masowego rozwalania obcych, możemy kupić wszelkiego rodzaju wzmocnienia statystyk i premie, dzięki którym zawsze wrócimy do walki odrobinę silniejsi.
Psychodeliczny świat
Dzięki silnikowi Unreal Engine 5, studio Housemarque stworzyło niesamowite krajobrazy, od opustoszałych ruin, aż po całkowicie obcy kompleks przemysłowy i wiele więcej. Modele postaci są szczegółowe i na tyle zróżnicowane, że łatwo się zorientować, kto jest kim. Bestiariusz również jest różnorodny i zawiera zarówno mechaniczne potwory, jak i gigantyczne, wypełniające ekran bestie. Różnokolorowe pociski są łatwe do zauważenia w sytuacjach bojowych, co pozwala nam odpowiednio reagować w razie potrzeby. Sama Carcosa jest bardzo urozmaicona w zależności od lokacji, a jednocześnie sprawia wrażenie jednolitego globu. Wszechobecne słońce, przed i po zaćmieniu, stanowi wspaniałe tło dla kosmicznego horroru.
W grze jest kilka naprawdę zapierających dech w piersiach widoków, dla których warto posiadać PS5 Pro. Ścieżka dźwiękowa również się wyróżnia, oferując szeroki wachlarz utworów doskonale pasujących do oprawy wizualnej. Zresztą odpowiada za nią Sam Slater, dwukrotny laureat nagrody Grammy. Ponadto tytuł spolonizowany został bardzo dobrze, otrzymał też dubbing w naszym języku, co nie zdarza się ostatnio często (patrz: Pragmata).
Można nie lubić „rogalików” i psioczyć na poziom trudności Sarosa, lecz nie da się ukryć, iż pod względem fabuły oraz kreacji świata gry mamy do czynienia z czymś wyjątkowym. Gra jest naprawdę bardziej złożona niż pierwotnie się wydaje, więc początkowa prostota nie powinna was zmylić. Saros to też genialna strzelanka z perspektywy trzeciej osoby, która czerpie z tego, co sprawdziło się w Returnalu i usprawnia to, zapewniając jeszcze płynniejszą rozgrywkę, a co za tym idzie, tonę zabawy. Z całego serca polecam.


















