Disney Illusion Island

Kolorowa, pełna radosnego humoru i bajkowego klimatu – taka jest właśnie tytułowa Wyspa Iluzji, na której lądujemy w najnowszej produkcji brytyjskiego Dlala Studios. Protagoniści gry szybko przekonują się jednak, że Monoth to miejsce pełne niebezpieczeństw i fałszywych uśmiechów. Disney Illusion Island to tytuł powielający wiele gatunkowych standardów, zwłaszcza w zakresie dwuwymiarowych metroidvanii, będący jednocześnie propozycją przygotowaną głównie dla dzieci. Nie każdemu więc przypadnie do gustu.


Magia w stylu Disneya


Głównych bohaterów Disney Illusion Island nie trzeba nikomu przedstawiać. Myszki Miki i Minnie, Kaczor Donald i Goofy znani są każdemu zjadaczowi popkultury urodzonemu wcześniej niż w zeszłym miesiącu. Tym razem, w ramach gry wideo, przybywają na wyspę Monoth, by wziąć udział w pewnym pikniku. Na miejscu okazuje się jednak, że nie czeka na nich ani biesiadna atmosfera, ani żaden koszyczek z jedzeniem. Autor zaproszenia – Toku, przywódca plemienia Hokuns, przyszykował za to misję niecierpiącą zwłoki. Baśniowa kraina czeka na ratunek, a jedyną drogą do osiągnięcia tego celu jest odnalezienie trzech magicznych ksiąg. Wybieramy więc jednego z czterech dostępnych bohaterów i mkniemy przez kolorowe, lecz pełne niebezpieczeństw zakamarki Monoth.

Disney Illusion Island - Screenshot
Humorystyczne dialogi pojawią się w grze od samego początku.

Wybór postaci jest tu kwestią wyłącznie kosmetyczną. Każdy z bohaterów ma identyczny zestaw mechanik i mocy specjalnych, a jedyną różnicą jest sposób ich graficznego odwzorowania. Podwójny skok to dla przykładu wykorzystanie papierowego samolocika u Minnie, animacja wyciśnięcia ostrej papryczki u Goofiego, z kolei Kaczor Donald odpala fajerwerk. Efekt końcowy pozostaje ten sam. Z tego też powodu nad wyborem postaci nie musimy się przesadnie głowić. Dodatkowo opcja zmiany postaci pojawia się przy każdym odpaleniu gry, więc każdorazowo możemy kontynuować przygodę innym bohaterem. W dostępnym trybie kanapowej kooperacji do czterech graczy, możemy dzięki temu dowolnie żonglować postaciami, by nikt nie poczuł się pokrzywdzony.

Tytuł ten jest idealną propozycją dla wszystkich rodziców chcących wprowadzić swoje przedszkolne pociechy w świat gamingu.

Disney Illusion Island to dość nietypowa dwuwymiarowa metroidvania, zwłaszcza jeśli porównamy ją do flagowych przedstawicieli gatunku z ostatnich lat. Największym wyróżnikiem jest brak jakiegokolwiek systemu walki. Jedynym narzędziem obrony naszych kreskówkowych ulubieńców jest unikanie jakiegokolwiek kontaktu z wrogami. Poza tym znajdziemy tu wiele rozwiązań typowych dla gatunku, jak odblokowywanie nowych umiejętności wraz z postępem gry, backtracking oraz pokaźny stos znajdziek ukrytych w trudno dostępnych miejscach. Znalazło się nawet miejsce na kilka potyczek z bossami. Wypadają one niespodziewanie dobrze, zwłaszcza na tle miernej jakości map i eksploracji świata.


Bogactwo i pustka


Zwiedzając kolejne biomy w poszukiwaniu celu naszej misji, dość szybko dojdziemy do wniosku, że w projekcie świata coś tu nie gra. Poszczególne sekcje gry potrafią się niemiłosiernie dłużyć, wypełnione są mało ciekawymi elementami otoczenia, a powtarzalność przeciwników da się nam we znaki już w pierwszej połowie gry. Rozmiaru mapy świata nie powstydziłaby się sama Valhalla (wiecie, taka odsłona serii Assassin’s Creed), tylko co z tego, skoro sprawia ona wrażenie pustej i niepotrzebnie rozciągniętej? Wraz z progresem gry zwiedzane fragmenty krainy Monoth zaczęły mi się zlewać w jeden wielki labirynt, w którym ciągle pokonywałem podobne przeszkody, rozwiązywałem banalne zagadki środowiskowe, czy też omijałem identycznych przeciwników.

Jasne, z czasem dochodziły kolejne mechaniki stanowiące podstawę gatunkowego backtrackingu, ale nie czułem, aby gra jakoś znacząco wynagradzała mnie ciekawą zawartością w kolejnych jej etapach. Jedyny znaczący przeskok poczułem po odkryciu umiejętności pływania, z którym oczywiście związany jest podwodny biom i nowe sposoby eksploracji. Szybką podróż z kolei odkrywamy tak późno, że jakiekolwiek powroty do pominiętych skrótów i przejść są orką na ugorze. Lepiej zawczasu je sobie darować, a czyszczenie mapy zostawić na tak zwany endgame.

Disney Illusion Island - Screenshot
Klucze często schowane są za prostymi zagadkami środowiskowymi.

Kolejnym totalnie niezrozumiałym dla mnie motywem jest umieszczenie w grze księgi zadań. Dlaczego? Bo nieważne na jakim etapie gry jesteśmy, zawsze będzie w niej tylko jedna, aktualnie ogrywana misja. W grze nie ma choćby jednego zadania pobocznego, więc powód implementacji takiej mechaniki do dzisiaj pozostaje dla mnie zagadką.

Znacznie większe znaczenie ma z kolei album, w którym kolekcjonujemy przedmioty związane z przeszłymi przygodami Myszki Miki i spółki (tak zwane Mickey Memorabilia), a także kolekcjonerskie karty (Tokuns), które znajdujemy poukrywane na mapie świata. Zainteresowani platynowaniem będą mieli pełne ręce roboty.

Jedną z największych zalet gry jest charakterystyczny styl graficzny, kojarzący się ze współczesnymi animacjami Disneya. Nie sposób też narzekać na poziom wykonania animacji i ogólną płynność rozgrywki, bo te są na bardzo wysokim poziomie.

To, co mnie pozytywnie zaskoczyło, to ogromna przystępność i ułatwienia wprowadzone w trybie kooperacji. Tytuł ten jest idealną propozycją dla wszystkich rodziców chcących wprowadzić swoje przedszkolne pociechy w świat gamingu. Gra już sama w sobie nie grzeszy wyśrubowanym poziomem trudności, natomiast gdy do zabawy zaprosimy dziecko, możemy śmiało ustawić mu na starcie nieskończony poziom życia. Dzięki temu nie ma możliwości, aby malec zniechęcił się kolejnym nieudanym unikiem czy wpadnięciem na kolce. Wspólna zabawa odblokowuje również mechaniki niedostępne przy grze w pojedynkę, jak na przykład podawanie drugiemu graczowi liny, gdy ten ma trudności z wskoczeniem na dowolną półkę. Gdy zaś brakuje nam serduszek, wystarczy podejść do siebie i się przytulić. Od razu robi się cieplej na duszy. Dzięki takim drobiazgom, moja wspólna zabawa z synem była znacznie lepsza, niż się początkowo spodziewałem.

Niestety, podobnie do innej disneyowskiej przygody przeznaczonej dla dzieci – Disney Dreamlight Valley, sporym mankamentem jest całkowity brak języka polskiego. Tutaj przynajmniej mamy kooperację, więc opiekun siedzący obok jest w stanie co nieco swojej latorośli wytłumaczyć.

Disney Illusion Island - Screenshot
Wykorzystanie ciężkiego kaczego kupra w tym przypadku się opłaci.

Dodatkowe atrakcje po aktualizacjach


Po napisach końcowych warto pozostać z recenzowaną tu grą nieco dłużej. Trzy duże aktualizacje wprowadzane regularnie po premierze gry uzupełniły ją o bardzo ciekawe tryby i odświeżające rozwiązania. Nie ma przy tym potrzeby pobierania jakiegokolwiek zewnętrznego DLC, gdyż całość pobierana jest od razu wraz z najnowszym patchem. Ukończyłem je wszystkie i mogę potwierdzić, że zdecydowanie warto poświęcić im czas.

Moim ulubionym dodatkiem jest C.A.S.H., czyli misja zlecona nam przez Sknerusa McKwacza. Bogaty stryj Donalda w pewnym momencie wręcza nam łopatę i prosi o dostanie się do skarbu ukrytego gdzieś głęboko pod ziemią. Zabawa polega na przekopywaniu się przez kolejne poziomy z ograniczeniem czasowym. Tryb ten to najzwyklejszy roguelite, z wielokrotnymi podejściami i wykupywaniem permanentnych ulepszeń pomiędzy nimi. Jedynym minusem jest tu w zasadzie długość tego trybu, bo całość udało mi się ukończyć w zaledwie dwie godziny. Mimo to, gdybym miał wybrać jeden bonusowy tryb najbardziej warty polecenia, byłby to właśnie ten.

Disney Illusion Island - Screenshot
C.A.S.H., czyli ograniczony czas i dziesiątki pięter do pokonania.

Kolejne dwa dodatki oferują zupełnie inne podejście do zabawy. Mystery in Monoth polega na udzieleniu pomocy pewnemu detektywowi i wśród dodatkowych misji skrywa w sobie najwięcej fabuły. W różnych obszarach mapy tropimy przedmioty będące poszlakami kolejnych części tajemniczej układanki. Szkoda tylko, że każda z pięciu „spraw”, które przychodzi nam rozwiązać, powiela identyczną strukturę i schemat działania.

Na dokładkę dostajemy zestaw wyzwań czasowych, polegających na jak najszybszym przebiegnięciu wybranych odcinków mapy, zbierając po drodze bonusy czasowe. Niezbyt wymyślne i mało satysfakcjonujące, ale potrafiące dorzucić do puli kolejną godzinkę rozgrywki.

Łącznie wszystkie opisane aktywności potrafią niemalże podwoić nasz czas spędzony z grą. I jak już wspomniałem, warto się nimi zainteresować. Jeżeli już dacie szansę podstawowej grze i poświęcicie jej te kilka godzin, dorzućcie jeszcze tych parę dodatkowych. Jest duża szansa, że podniesie to również waszą ocenę całości.


Disney Illusion Island ma w sobie pewien urok i potrafi momentami pozytywnie zaskoczyć. Jest również fantastycznym wyborem do wspólnej zabawy z kilkuletnimi dziećmi. Jeżeli jednak szukamy jakości i wyzwania na poziomie Ori and the Blind Forest, to niestety przygoda Myszki Miki może nas srogo zawieść. I podobnie jak w przypadku Princess Peach: Showtime!, jeżeli jesteście początkującymi graczami ceniącymi sobie niski poziom trudności i przystępność, dodajcie do poniższej oceny jedną gwiazdkę, bo jest to pozycja skrojona idealnie pod was. W przeciwnym wypadku można ją sprawdzić jako ciekawostkę.

Disney Illusion Island - Oceniaczka