That Dragon, Cancer – remedium na szczęście

Smoki jakie są, wszyscy wiemy. Monstrualne, dostojne, groźne. Walczymy z ich arcydemoniczną naturą w serii Dragon Age, polujemy na nie wśród mroźnych masywów Skyrimu i słuchamy o ich wiecznym panowaniu w Epoce Starożytnych (Dark Souls). Istnieją jednak smoki, których pokonać nie sposób, nie tylko w świecie wirtualnym, ale i tym realnym.


Kim jestem dla niego?


Czym w ogóle jest That Dragon, Cancer? To króciutka, bo trwająca raptem dwie godziny, lecz szalenie intensywna i bogata w emocje interaktywna opowieść o małym chłopcu – Joelu Greenie. Historia, co warto podkreślić już na wstępie, prawdziwa i z życia wzięta. Chłopak urodził się w 2009 roku w USA jako trzecie dziecko Amy i Ryana Greenów. W okolicach pierwszych urodzin zdiagnozowano u niego AT/RT (atypowy nowotwór teratoidny), czyli wyjątkowo rzadką i złośliwą odmianę raka mózgu. Pomimo niezwykle pesymistycznych rokowań lekarzy, dających chłopcu maksymalnie cztery miesiące życia, ten walczył z chorobą przez kolejne 4 lata. Zmarł dopiero w marcu 2014 roku, mając skończone pięć lat i dwa miesiące. Ale ta gra to również opowieść o jego rodzicach, tj. twórcach gry i założycieli studia Numinous Games, którzy, pogrążeni w depresji i bezsilności, próbowali radzić sobie jakoś z codziennymi problemami, narastającymi wyzwaniami, aż w końcu z traumatyczną prawdą. Fakt, że chłopak przeżył tak długo, zaczęli w pewnym momencie rozpatrywać w kategoriach cudu i bożej łaski, która natchnęła ich do przekucia swych doświadczeń w coś większego.

That Dragon - screenshot 1
Wiele etapów jest kolorowych i na pozór zabawnych.

Opowieść Joela jest przede wszystkim zbiorem najróżniejszych metafor, artystycznych symboli, odniesień do Biblii, oraz egzystencjalnych rozterek na temat sensu życia. Co również szalenie wymowne, obrazem arcysmutnej drogi rodzica, który wierzy, że potrafi dokonać niemożliwego, bo „jutro będzie lepiej”. Z każdym kolejnym miesiącem i coraz gorszymi diagnozami, wiara ta tonie niczym ciężki kamień ciśnięty w wodę, a człowiek pomimo bycia silnym i dorosłym, staje się tak samo bezradny jak to dziecko, które pragnie uratować od najgorszego. Tak naprawdę jedyne co może, to pomóc nieść malcowi jego mały krzyżyk, aż do końca ich wspólnej drogi.

Zresztą im bliżej końca przygody jesteśmy, tym więcej doświadczamy w niej odniesień do teologicznych dysput. Czy można mieć pretensje do Boga o to, co spotkało bliską nam osobę? Nawet jeśli tą osobą jest malutkie i bezbronne dziecko? Czym tak naprawdę jest nadzieja, gdybyśmy pominęli słowo ją określające? A czym radość? Ból? Retorycznych pytań bez odpowiedzi dostajemy tu wiele, a gra nie narzuca nam jedynego słusznego dekryptażu zagadki. Zamiast tego proponuje zestaw obrazów, scenek obyczajowych, smutnych kompozycji i interaktywnych przenośni, które mają skłonić gracza do pewnych refleksji. Może to i tanie, może momentami na wyrost ekspresyjne, a może i mało ciekawe z perspektywy czystej rozgrywki, jednak jak przyznali sami twórcy, Amy i Ryan, bardzo potrzebowali tej gry, aby uzewnętrznić fragmenty swoich dusz i zamknąć pewien etap ich życia.

That Dragon - screenshot 2
Pewne wieści sprawiają, że zaczynamy tonąć.

Owce trafiają do nieba, a kozy do… miasta!


That Dragon - screenshot 3Początkowo That Dragon, Cancer oferuje jedynie skromną formułę point & click, w ramach której wprowadzani jesteśmy w kolorowy świat małego dziecka. Interaktywność ogranicza się do chodzenia, kilku skromnych kontaktów z otoczeniem oraz wysłuchiwania audiologów nagranych przez rodziców. Z czasem wachlarz gameplayowych atrakcji się rozkłada, jednak przez wzgląd na zależności fabularno-metaforyczne, nie chcę go tu wprost ilustrować. Byłby to spoiler zbyt wielkiego kalibru, a pewne elementy warto odkryć samemu. Jeśli ktoś się zastanawia, to tytułowy smok również się pojawia, będąc jednocześnie jednym z najmocniejszych etapów tej opowieści. Historia naszpikowana jest symboliką i przenośnią, lecz pomimo ciężkiego tematu i wiadomego finału, stara się nie być do bólu depresyjna. Bo i życie chłopca nie było wyłącznie płaczem i bólem. Był w nim czas zarówno na zabawę oraz śmiech, jak i na dziecięce odkrywanie świata wraz z rodzicami, rodzeństwem i pieskiem.

Kontrastem do tego są czarne narośle, symbolizujące nowotwór. Pojawiają się one już w pierwszych minutach gry, gdy po szeregu interakcji z huśtawkami i zjeżdżalniami na placu zabaw, zauważamy, że w szczęśliwym życiu rodziny zaczynają pojawiać się skazy. Czarne, wielkie, momentami pulsujące. Początkowo niezrozumiałe, lecz już na tym etapie doprowadzające do smutnych konsekwencji – hospitalizacji i poszukiwań przyczyn problemu. Chwilę później szpital staje się głównym miejscem nie tyle akcji gry, co całego życia chłopca i jego rodziców. Od początku domyślamy się, dokąd to wszystko zmierza i możemy łatwo przewidzieć, że w tej historii nie ujrzymy happy endu. W pewnym momencie gra nam to dosadnie komunikuje. Z tego też powodu doświadczanie tej historii nie jest, i w sumie nie powinno być, żadnym miłym przeżyciem. Dla mnie z pewnością takie nie było.

That Dragon - screenshot 4Najbardziej przejmującym etapem był dla mnie fragment, w którym w roli ojca opiekujemy się Joelem w szpitalnym pokoju. Chłopak ciągle płacze. Dlaczego? Nie wiadomo. Może chce mu się pić? Po niełatwych próbach napojenia chłopca, ten wszystko zwraca i zabawa zaczyna się od nowa. Kto ma/miał dzieci, ten doskonale wie, że są różne rodzaje płaczu. Wołanie wynikające z głodu jest delikatnie odmienne od tego kojarzonego z bólem. Niestety płacz, który towarzyszy nam w grze, jest tym gorszym. Z czasem staje się głośniejszy, a następnie przechodzi w histeryczne krzyki, dławienie się i uderzanie głową o barierki łóżka. Nie widzimy w tej scenie dziecka, ale słyszymy jak bardzo cierpi. Słuchamy tego płaczu przez długie minuty, w trakcie których ojciec próbuje go jakoś uspokoić, ale też przeprasza go za to, że nie potrafi mu pomóc. Za to, że nie ma już siły nosić go na rękach. W końcu siada zrezygnowany na fotelu i prosi o spokój, o ukojenie tego bólu. Co wrażliwsi i bardziej empatyczni, jeśli oczywiście jakimś cudem do tego czasu jeszcze tego nie zrobili, tutaj z pewnością uronią kilka łez. Albo nawet ich rzekę. Ja uroniłem i się tego nie wstydzę.


Abstrakt cierpienia i rozpaczy


Początkowo Ryan i Amy planowali stworzyć grę odzwierciedlającą wyłącznie ich kilkuletnią drogę przez mękę. Po śmierci dziecka stwierdzili jednak, że lepszym pomysłem jest stworzenie czegoś na kształt hołdu i upamiętnienia chłopca. Jest w grze etap, w którym podziwiamy galerię sztuki, spacerując szpitalnym korytarzem. W zawieszonych ramach znajdują się rysunki i malowidła związane z życiem chłopca, a także jego zdjęcia z bliskimi. Na wiszących wszędzie sznurach znajdziemy dziesiątki kartek pożegnalnych i życzeń. Nie tylko dla Joela, ale również innych osób. Bo szpital był w końcu ich drugim domem, w którym na zgaśnięcie tego ostatniego płomyczka nadziei czekało znacznie więcej ludzkich istot. Każdą z kartek możemy wziąć do rąk, otworzyć i przeczytać, lecz, jak można się domyślić, nie jest to wesoła lektura.

Po napisach końcowych naszła mnie pewna refleksja. Gdyby w przyszłości sztuczna inteligencja była wystarczająco rozwinięta, można by stworzyć wyjątkowy i unikalny format jej zastosowania, który bazując na dostarczonych materiałach o dowolnej zmarłej osobie, wygeneruje tego typu cyfrowe epitafium. Bo na takie upamiętnienie z pewnością zasługuje wiele innych osób.

That Dragon - screenshot 5
Nieustający i histeryczny płacz dziecka – piekło wielu rodziców.

That Dragon, Cancer to skrajnie depresyjna opowieść o walce z góry przegranej, a także o jej wpływie na najbliższych. Choć obraz ten wydaje się na pierwszy rzut oka ciepły i kolorowy, okazał się dla mnie bardzo nieprzyjemnym doświadczeniem. Prawdopodobnym jest, że ograłem ten tytuł w najgorszym możliwym momencie mojego życia. Lada moment moja córka skończy roczek, a mój syn lat pięć, więc ich wiek przerażająco zbiega się z latami diagnozy i walki z chorobą Joela. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której czekamy wraz z żoną na koniec którejkolwiek z ich dróg. Żaden rodzic zapewne sobie tego nie wyobraża. A jednak są wśród nas tacy, którzy muszą się z tym potworem zmierzyć. Z ziejącą ogniem, łuskowatą bestią, która prawie nikomu nie daje szans na przetrwanie.

Przeżyte wraz z Amy i Ryanem dwie godziny były wystarczająco smutnym przeżyciem, bym zapamiętał je na zawsze. Jaki z nich wyciągam wniosek? Trywialny. By cieszyć się z tego, co mam. Bo zdrowe dzieci to skarb nie do przecenienia, o którym w codziennej gonitwie często zapominamy. Nie podejmuję się oceny punktowej That Dragon, Cancer, bo i nie mam bladego pojęcia, jakimi kryteriami miałbym się kierować. Postanowiłem więc nie tworzyć tradycyjnej recenzji z gwiazdkami na końcu. Niech ten tekst pozostanie pamiątką po wylanych łzach, nie tylko moich. Czy polecam ten tytuł? Tak, ale nie dla każdego. Będą tacy, dla których będzie on zbyt ciężki i zbyt przygnębiający. Innych emocjonalnie nie ruszy, a może nawet wynudzi. Z pewnością jednak jest to dzieło cholernie unikalne, z własną duszą i zgodnie z kategorią, w której zostało nagrodzone na gali The Game Awards 2016, angażujące i mające realny wpływ na ludzi. W tym względzie, warto znać je na pewno.