The Alters
Rozbijając lądownik o skalne wybrzeże nieznanej planety, nigdy nie wiemy, czym nas ona zaskoczy. Śmiertelnym promieniowaniem? Niewytłumaczalnymi anomaliami? A może czymś jeszcze bardziej niezwykłym, na przykład konfrontacją ze swoim lustrzanym odbiciem? The Alters mocno i dosadnie przypomina nam, że podejmowane przez nas życiowe decyzje mają ogromną wagę. Najnowsze dzieło 11 bit studios jest przy tym szalenie oryginalną, pomysłową i wciągającą produkcją, która na wielu płaszczyznach pozytywnie mnie zaskoczyła.
A co, gdyby…?
The Alters bazuje na dotychczasowym dorobku 11 bit studios, jednocześnie będąc niezwykle świeżym połączeniem kilku różnych gatunków: strategicznego survivalu, zabawy w zarządzanie bazą, trzecioosobowej gry akcji i mocno narracyjnej przygodówki. Dobre zbalansowanie takiego zestawu to nie lada sztuka i niezmiernie cieszy mnie fakt, jak dobrze polscy deweloperzy poradzili sobie z tym zadaniem. Żadnej z wymienionych składowych nie potraktowano po macoszemu, a uzyskany w ten sposób gatunkowy konglomerat wydaje mi się szalenie oryginalny i ciekawy. Jednakowoż mam świadomość tego, że graczom gustującym wyłącznie w czystej rozgrywce spora część programu wyda się zanadto przegadana. Z kolei zwolennicy gier typowo narracyjnych mogą narzekać na, jak to zwykle bywa w produkcjach tego studia, nadmierną powtarzalność niektórych elementów gameplayu. Wszystko zależy od naszych osobistych preferencji.

Artyści z 11 bit studios wykorzystali w swoim najnowszym dziele pełen repertuar sprawdzonych przez siebie patentów i konceptów. Światotwórczo to powrót po latach do klimatów science fiction, ale strukturalnie mocno odmiennego od tego, jaki znamy z serii Anomaly. Z flagowych hitów studia – This War of Mine i Frostpunka – zaczerpnięto całą paletę mechanik, takich jak konieczność przetwarzania surowego jedzenia w zjadliwą jego odmianę, dbanie o sferę mentalną podległych nam jednostek czy wyraźnie oddziałujący na rozgrywkę system dnia i nocy. Z wojennego symulatora zapożyczono dwuwymiarową perspektywę zarządzania bazą (choć tutaj nieco bardziej przypominającą Fallout Shelter) oraz nietypowy sposób zapisu gry, który odbywa się wyłącznie rano, po zakończeniu pełnego cyklu dobowego. A jeśli chodzi o elementy rodem z Frostpunka, występuje tu chociażby potrzeba pilnego reagowania na występujące w społeczności konflikty oraz drzewko rozwoju badań odblokowujące kolejne ulepszenia i nowe technologie. Obok tego opracowano również całą gamę nowości, ale o nich za chwilę. Bo to wszystko nie miałoby większego sensu, gdyby nie główny bohater gry.
Tu Jan Dolski, czy ktoś mnie słyszy?
Jako wąsaty astronauta o polsko brzmiącym nazwisku, trafiamy na nieznaną planetę w ramach misji o kryptonimie „Projekt Dolly”. Katastrofa statku oszczędziła wyłącznie nas, co już na starcie uderza w znajome tony. Nowo odkryte środowisko cechuje się brakiem tlenu, wysoką radioaktywnością i z czasem również morderczymi anomaliami (wypisz wymaluj Kraków! – dop. May_Day). By przeżyć, zmuszeni jesteśmy do odszukania mobilnej bazy wypadowej i obsłużenia jej na miarę naszych umiejętności. A ponieważ nie mamy ich zbyt wiele, pilnie potrzebujemy pomocy innych specjalistów, których ze świecą szukać. Będąc w krytycznie beznadziejnej sytuacji, Jan zmuszony jest do wykorzystania odnalezionego na planecie niezwykłego surowca, rapidium. Dzięki niemu, przy użyciu komputera kwantowego i modułu zwanego Łono (ang. Womb), jest on w stanie dokonać czegoś, wydawałoby się, niemożliwego – sklonować samego siebie.
|
Pierogi Dolskiego
|
Ingerowanie w naturę stworzenia poprzez kreowanie alternatywnych wersji głównego bohatera to motyw przewodni całej gry, stanowiący jej największy motor napędowy. Komputer kwantowy, umożliwiający „alterowanie” ścieżki naszego życia, zdolny jest nie tylko do zasymulowania naszej egzystencji w odrębnych warunkach zawodowo-rodzinnych, ale również do zaszczepienia tak wykreowanej symulacji w żywej materii. Właśnie dzięki temu każdy stworzony przez nas alter posiada inny bagaż iluzorycznych doświadczeń, odmienne cechy charakteru i, co najważniejsze z gameplayowego punktu widzenia, inną specjalność. To właśnie wokół nich kręci się cała fabuła gry, mechaniki zarządzania bazą, podziału zadań między załogą, czy konieczność dbania o dobre relacje między klonami.
Repertuar dostępnych postaci jest szeroki i urozmaicony. Od obowiązkowego Jana Technika, bez którego nasza „opona” nie ruszyłaby z miejsca, przez spędzającego całe dnie w laboratorium Jana Naukowca, aż po wrażliwego i tęskniącego za żoną Jana Botanika. Jako że ilość miejsca w naszej bazie jest ograniczona, przy jednokrotnym ukończeniu gry nie damy rady stworzyć wszystkich dostępnych alterów. W kolejnych iteracjach naszej przygody możemy więc zmienić skład załogi i przykładowo zaprzyjaźnić się z wyluzowanym Janem Terapeutą, poznać pilnującego dyscypliny Jana Strażnika, czy powalczyć z traumami i problemami Jana Górnika. Każdy Janek oferuje odmienne bonusy przy podstawowych zadaniach (jak na przykład +100% do prędkości uprawy roślin przez Botanika) i każdego warto delegować do prac powiązanych z konkretną specjalizacją.

Z alternatywnymi wersjami Jana powiązane są również zadania poboczne. Nie wszystkie są równie ciekawe, ale o tym warto przekonać się samemu. Mimo iż mamy do czynienia ze zmienionymi wersjami tego samego człowieka, od każdego altera bije niesamowity indywidualizm. Ogromna w tym zasługa nie tylko scenariusza, ale również fantastycznego Alexa Jordana odgrywającego rolę wszystkich wersji Dolskiego. Każdy z alterów posiada swój charakterystyczny sposób mówienia, intonacji i akcentu, a dodatkowo każdego wyróżnia osobliwy charakter i sposób bycia. Zwyczajnie nie sposób ich ze sobą pomylić.
Miejscem zderzania się wszystkich tych osobistości jest oczywiście nasz tymczasowy dom. Mobilna baza, tutaj uformowana na kształt koła opasającego zbiór zlepionych ze sobą kontenerów, to główne miejsce zarządzania surowcami i wydawania komend załodze. Możemy tu zaprzęgnąć naszych alterów do gotowania potraw w kuchni, rafinowania zgromadzonego surowca czy do produkcji komponentów w warsztacie. Warto również zadbać o ich kondycję psychiczną poprzez doklejenie do tej struktury siłowni, hologramowego parku lub pokoju zabaw. Jeśli chodzi o chillout, gwoździem programu są krótkometrażowe filmy z kanału Chris & Jack, których seans poprawił mi humor chyba nawet bardziej niż moim alterom. Rozbudowa bazy jest prosta i intuicyjna. Pomieszczeniami możemy dowolnie żonglować, a efekty naszej kreatywności śledzimy w czasie rzeczywistym z zewnątrz naszej fortecy. Fantastyczny pomysł i znakomita realizacja.

Gdzie Janów sześć, tam…
Eksploracja planety z perspektywy trzeciej osoby okazała się koncepcyjnym strzałem w dziesiątkę. Dynamizuje rozgrywkę, zbawiennie wpływa na klimat opowieści i co chyba najistotniejsze, skutecznie urozmaica ekonomiczną i narracyjną warstwę gry. Do tułaczki otrzymujemy kilka obszernych biomów, a w żadnym z nich nie sposób narzekać na nudę. Półotwarte mapy cechuje odpowiednia wertykalność, zagęszczenie surowców i początkowo niemożliwe do pokonania przeszkody. Do odblokowania wielu przejść potrzebować będziemy odpowiedniego sprzętu, a kolejno otwierane skróty pozwolą nam zaoszczędzić sporo czasu na wędrówce po pustkowiach. Aby stawiane przez nas platformy wiertnicze wydobywały surowce, musimy połączyć je z bazą, rozciągając sieć specjalnych pylonów. Nie obejdzie się przy tym bez kombinowania z ukształtowaniem terenu i powracającym nieustannie poczuciem zagrożenia.
To ostatnie występuje w grze za sprawą lewitujących, nienaturalnych zjawisk, zwanych anomaliami. Wraz z fabularnym progresem na powierzchni planety natrafiać będziemy na coraz dziwniejsze ich rodzaje. Od radioaktywnych obłoków, przez wirujące miejsca dylatacji czasu, aż po zniekształcające obraz, pryzmatyczne sfery. Część z nich pokonamy skupionym światłem luminatora, inne będziemy omijać szerokim łukiem, ale występowanie każdej z nich będzie nam wcześniej sygnalizowane klimatycznym odgłosem skafandra. Co ciekawe, im dalej zajedziemy na naszej bieżnikowanej bazie, tym walka z tymi przeciwnikami jest coraz bardziej opłacalna z ekonomicznego punktu widzenia. Warto to sprawdzić! Związany z anomaliami prosty system walki to kolejny element, którego w grze tego typu nie musiałoby w ogóle być, a który rewelacyjnie urozmaica eksplorację i dywersyfikuje tempo gry.

Docenić należy osoby odpowiedzialne za artystyczny design gry, detaliczność i architekturę kreowanych przez nas segmentów bazy i ogólny projekt planetarnych poziomów. Mapa świata jest wyjątkowo czytelna i nie sposób się z nią zgubić. Elementu zaskoczenia dodają z kolei regularnie pojawiające się wydarzenia losowe, takie jak awarie poszczególnych modułów naszego schronu, kłótnie pomiędzy pracownikami czy destrukcyjne burze magnetyczne. Cała struktura gry wydaje się idealnie przemyślana i dobrze zoptymalizowana.
Jestem sobą, czy jestem tobą…?
W tym wielogatunkowym tyglu nie mogło oczywiście zabraknąć stałego składnika produkcji 11 bit studios, czyli filozoficznych rozważań, egzystencjalizmu i brutalnych konfliktów moralnych. The Alters zabiera nas w rejony z rzadka eksplorowane w grach wideo, między innymi do sedna rozmyślań nad istotą człowieczeństwa. Tworzeni przez nas kompani nie są wyłącznie biernymi statystami. Posiadają uczucia, mają własny punkt widzenia na wiele kwestii i bardzo często podają nasze postępowanie w wątpliwość. Czasem poproszą nas o przysługę, a innym razem wdadzą się z nami w konflikt. Nie chcąc zawieść oczekiwań współtowarzyszy łapałem się na tym, że celowo odwlekałem w czasie podjęcie pewnych kluczowych decyzji. I momentami również za to przyszło mi zapłacić niemałą cenę.
Gra wielokrotnie zmusza nas do podjęcia szeregu niejednoznacznych wyborów. Kluczowych, które mają ogromny wpływ na dalszy postęp fabularny, ale także takich, po których prawdopodobnie będziemy leczyć moralnego kaca. Całość nie jest przy tym tak depresyjna, jak Frostpunk. Śmiem nawet stwierdzić, że The Alters to najbardziej optymistyczna gra studia 11 bit, zarówno pod kątem pojawiającego się w niej humoru, jak i wydźwięku całej opowieści. Z jednej strony pozostawia nas z mętlikiem myśli, weryfikuje dokonane przez nas wybory i ich następstwa, a z drugiej skłania do refleksji nad własnym życiem. W pozytywnym tego sformułowania znaczeniu.

Pewną pułapką w odbiorze The Alters jest występowanie w niej kilku newralgicznych punktów, które mogą, ale wcale nie muszą nam się spodobać. System zapisu, każdorazowo wymuszający na nas zakończenie dnia to jedno, ale zaraz obok istnieją inne elementy sporne. Jeżeli lubicie dobrze reżyserowane cinematic experience, to perspektywa rozmawiania z alterami przez całą grę przy użyciu jednego sztywnego kadru może nie przypaść Wam do gustu. Animacje twarzy i ruchy postaci to również nie najwyższa liga, a dodatkowo zdarzają się momenty kiepskiej interakcji towarzyszy z elementami otoczenia. Wyraźnie słabszą częścią fabularnej warstwy gry są rozmowy z ludźmi przebywającymi na Ziemi, przeprowadzane za pomocą śnieżącego ekranu w centrum dowodzenia. Te potrafią się niepotrzebnie przeciągać i nie są tak ciekawie napisane, jak dyskusje prowadzone z alterami. Czasami wręcz wydają się zbędne. Gra nie posiada również pełnego spolszczenia, więc zwolennicy języka ojczystego będą musieli zdać się na angielski dubbing z polskimi napisami.
Puentując całe to doświadczenie, przede wszystkim gratuluję twórcom pomysłu i odwagi. Stwierdzenie, że zrecenzowana tu gra to bardziej rozbudowane This War of Mine to trochę banał i zbyt duże uproszczenie. The Alters ma własną duszę, oferuje niecodzienne połączenie różnych stylów rozgrywki i w wielu swoich aspektach mnie zachwyciło. Jedno z najbardziej pozytywnych zaskoczeń tego roku.













Polskie akcenty w The Alters nie ograniczają się wyłącznie do nazwiska głównego bohatera. W grze doszukać się możemy ich jeszcze kilku, a te najbardziej oczywiste związane są z jedzeniem. W bazie możemy urządzić biesiadę z wykorzystaniem pierogów czy też gara pełnego bigosu, czyli rodzinnych przysmaków Dolskich. Kolekcjonerskie wydanie gry, Signature Edition, poza tradycyjnymi gadżetami związanymi z grą, oferuje dodatkowo foremkę do lepienia pierogów! Korzystacie? Czekam na przepisy w komentarzach!