Trzy najlepsze skradanki ostatnich lat – o zapomnianym gatunku, który nie umarł

Gatunki gier można porównać do mody. To, co kiedyś było popularne, niekoniecznie może być teraz  na czasie. Bywa tak, że krzykliwy fason wraca, aby przypodobać się wielu osobom, jednak nadal stoi w cieniu głównego nurtu. Tak właśnie jest ze skradankami.


Każdy, kto choć trochę orientuje się w naszej branży i jest z pokolenia millenialsów, doskonale wie, że typowe skradanki były gatunkiem okupującym dalsze miejsca list popularności, nawet w szczytowym okresie. A ten rozpoczął się od mainstreamowego sukcesu nie jednej, a trzech gier wydanych w 1998 roku. W sierpniu swoją premierę miał Tenchu: Stealth Assassins, we wrześniu świat zatrzymał się na chwilę za sprawą geniuszu Konami i Metal Gear Solid, a na dokładkę w grudniu zawitała klasyka przez wielkie „K”, czyli Thief: The Dark Project. Wszystkie trzy pozycje były nie tylko wzorcowymi reprezentantami wschodzącego gatunku, ale też (a raczej: przede wszystkim) stanowiły fundamenty kolejnych dzieł.

Pierwsze miejsca w rankingu najchętniej ogrywanych gatunków gier z podziałem na pokolenia. Źródło 

Skradanki wyparte przez karciankę, czyli spis ulubionych gatunków inwestorów


A tych, jak teraz wiemy, było od zatrzęsienia. Zaczynając od Hitmana, który premiował sprytne zagrywki wtapiania się w tłum, poprzez debiutującego Splinter Cella ze swoimi zaawansowanymi technologicznie gadżetami, świetnie współgrającymi z mechaniką chowania się w cieniu, a kończąc na umiejętnym wykorzystaniu popularności platformówek i techniki cel-shading w Sly Racoon. Twórcy dali nam jeszcze parę lat uciechy za sprawą kontynuacji, a później gatunek ten nieco ucichł, usunął się w cień i nikt nie pamiętał już, że można zgasić światło, strzelając do żarówki, a karton może posłużyć do innych celów niż zapakowanie towaru. Ktoś może powiedzieć, że przykładów skradanek jest więcej, między innymi Deus Ex: Human Revolution, Batman: Arkham Asylum, Alien: Isolation czy Dishonored. Zgadza się. Sęk w tym, że o ile pierwsze gry stealth skupiały się na „czystym” skradaniu, później przeszły ewolucję rozgrywki z możliwością zaliczenia etapu „na głośno”. Mówimy o swobodzie wyboru, kiedy to twórcy tłumaczyli w samouczku: „Jesteś porywczy? Nie ma problemu, możesz wybić strażników niczym kaczki w Duck Hunt. Cechujesz się stoickim spokojem? Tutaj jest przycisk kucania, a tam leży butelka do rzucania w celu odwrócenia uwagi tego gościa”.

Dzisiaj pewne gatunki nie są tak popularne jak kiedyś. Czasy się zmieniły i łatwiej (czyli mniejszym kosztem) jest zrobić Asphalt 10 na smartfony niż kolejnego Need for Speeda. Chodzi już nie tylko o skradanki, ale wyścigi, platformówki, point & clicki czy rail shootery. Co roku tworzone są zestawienia ulubionych gatunków dla inwestorów, aby wiedzieli, co dzisiaj się sprzedaje. Podium nie powinno dziwić, bowiem okupowane jest od dłuższego czasu przez strzelaniny, przygodówki i gry RPG. Gdzie w tym wszystkim znajduje się omawiany przeze mnie gatunek skradanek? Nie uwzględniono, ponieważ został wyprzedzony przez karcianki, a dokładnie Balatro. Myli się jednak ten, kto myśli, że takie gry nie powstają, nie ma w czym wybierać i lepiej już odpalić starsze klasyki pokroju wspomnianego Thiefa. Tym bardziej że…  dostaliśmy nowego Thiefa. Zaskoczeni? No pewnie, ponieważ nie jest to tytuł AAA, a gra nie była medialnie rozchwytywana.

Kolega za dużo wypił…

Thief, o którym marzyli fani oryginalnej trylogii


Ponad półtora roku temu zadebiutował fanowski mod do pierwszej części „Złodzieja”, o nazwie Thief: The Black Parade (recenzja). I zabawne jest to, że modyfikacja wzięła się właściwie znikąd, po siedmiu latach wzmożonej (ale cichej) pracy grupy moderskiej Feuillade Industries, pod przewodnictwem projektanta z Arkane Lyon – Romaina Barrilliota. Osoby odpowiedzialne za produkcję doskonale wiedziały, na czym polega fenomen złodziejaszka, dlatego dostaliśmy arcydzieło godne pierwszych odsłon tej kultowej skradanki. „Czarna Parada” to nie tylko najlepszy mod 2023 roku według użytkowników strony ModDB, ale najlepsze, co mogło spotkać wielbicieli tego gatunku na przestrzeni wielu, wielu lat. 

Zresztą na samym początku prac nad nowym Thiefem, Barrilliot wspominał: „Plan zakładał stworzenie dodatku w stylu retro, który mógłby zostać wydany w 1999 roku. Thief ma tak bogate uniwersum i tak fajną mechanikę, że nie trzeba było się nad tym zastanawiać.” I takie jest właśnie The Black Parade – wygląda trochę tak, jakby pomysł na grę zrodził się w okolicach Thief II: The Metal Age i Thief: Deadly Shadows, ale był zbyt ambitny, więc został „zamrożony” do czasu, aż po latach będzie można go zrealizować z wykorzystaniem nowych narzędzi deweloperskich. To prawdziwe arcydzieło gatunku skradanek.

Thief The Black Parade
Jak w każdej odsłonie Thiefa, trafimy do iście przerażających lokacji. Screen rozjaśniony, a i tak ledwo widać wiszącego truposza, hehe.

Grze bliżej do atmosfery „jedynki” (w końcu to prequel) i paranormalnych zjawisk niż do steampunkowej otoczki „dwójki”. Zaprojektowane mapy są ogromne, wielopoziomowe, a co najważniejsze zachowują specyficzny klimat, tak dobrze znany w serii. Wąskie, brukowane uliczki z przyległymi zimnymi murami średniowiecznej architektury, otulone ciepłym oświetleniem pobliskiej latarni. Strażnik mamroczący coś pod nosem, świerszcz odgrywający swoje melodie w zaroślach i podmuch wiatru między mrocznymi alejkami, kiedy to w skórze zupełnie nowej postaci, Hume’a, musimy się przekradać pod osłoną nocy. Chowanie się w cieniu oraz cierpliwe wyczekiwanie na dogodny moment, aby przywalić strażnikowi pałką w łeb to nadal świetna odskocznia od przygodówek czy wyrastających niczym grzyby po deszczu shooterów. „Czarna Parada” przoduje nie tylko w monumentalności, ale też dużej swobodzie działania (jak to immersive simach), zmuszając do sprytnego wykorzystywania strzał wodnych czy mchowych, a także granatów dymnych.

To również ukłon w stronę reinterpretacji nawiedzonego sierocińca z Thief: Deadly Shadows i zupełnie nowe spojrzenie na motywy, które królowały w poprzednikach. Próba wykonania z pozoru niemożliwego zadania, a więc wykradnięcia cennego kielichu z klasztoru fanatycznych wyznawców Młota, przypomina filmowe Mission: Impossible. Znów zawiła sieć katakumb z wiecznie jęczącymi zombiakami oraz wizyta w nawiedzonej przez duchy posiadłości w celu znalezienia upiornych obrazów to tylko przedsmak kolejnych, jeszcze lepszych misji. Dlatego dziwię się, że autorzy nie podeszli do sprawy na poważnie i nie wycenili swojego produktu „z duszą”, zmieniając przy okazji nazwę gry na oficjalną, czyli Thief III: The Black Parade. Zamiast tego gra jest do pobrania za darmo, a ja mogę tylko przyklasnąć temu projektowi i pochwalić tak niedocenianą w tych czasach pracę moderską. Tak że gdybyś, drogi graczu, rozmyślał o skradance na nowo rozpalającej miłość do tego gatunku – nie pytaj, tylko pobieraj. Później mi podziękujesz.

Blood West
To nie jest tak, że celuję kuszą w tyłek. Kompletny przypadek.

Kolejne skradanki godnie reprezentujące klasyczne podejście do gatunku: Blood West i Gloomwood


Zupełnie nowa wersja Thiefa to niejedyna gra godna uwagi wielbicieli skradanek. W grudniu 2023 roku swoją premierę miał Blood West (recenzja), projekt od polskiej ekipy Hyperstrange, który wyszedł z Wczesnego Dostępu. W grze wcielamy się w nieumarłego rewolwerowca i wkraczamy na tereny Dzikiego Zachodu i mokradeł Luizjany, opanowanych przez różnorakie monstra. Jak zaznaczają sami twórcy, dużo tutaj jest inspiracji z Thiefa czy Hunt: Showdown. Zostajemy wrzuceni na otwartą przestrzeń (trzy średniej wielkości mapy) i musimy ostrożnie skradać się w gąszczu niemilców. Tym, co odróżnia Blood West od reszty skradanek, jest system klątw nałożonych na gracza po każdorazowym zgonie oraz odrzucenie sztywnych reguł, między innymi chowania się w cieniu. Stosowane są tutaj dwa paski: jeden odpowiedzialny za wykrycie przez wrogów, drugi zaś dotyczy generowanego hałasu – jeśli się zapełnią do końca, zostaniemy zauważeni przez umarlaka. Klątwy są niejako „soulsową” zagrywką, przyczyniającą się do tego, że każdy kolejny zgon może być dodatkową kulą u nogi, kiedy na przykład tracimy powoli życie przez krwawienie, a przeciwnicy wykrywają nas szybciej.

W połączeniu z dość wysokim poziomem trudności, produkcja ta premiuje ostrożne podchody, rozmyślne zarządzanie ekwipunkiem i przemyślany dobór artefaktów. Atmosfera opustoszałych prerii, przeklętych bagien i klasycznych barów zabitych dechami, po których człapią świetnie zaprojektowane plugastwa, aż wylewa z ekranu za sprawą „tego czegoś”. Zabawa w kotka i myszkę, sprawiedliwe wyzwanie i ogrom reakcji potworów są głównymi czynnikami stojącymi za sukcesem Blood WestSpotkamy tutaj zombiaki z nałożoną trumną czy człapiące purchawki, które po zestrzeleniu uwalniają latające pijawki – w pierwszym wypadku należy użyć strzelby, aby roztrzaskać trumnę odsłaniającą wrażliwe cielsko, w drugim zaś jesteśmy obarczeni ryzykiem wykrycia przez większą grupę. Psy zlatują się do zabitych ofiar, a pewne gatunki używają kamuflażu optycznego. Nie ma więc mowy, aby ktokolwiek podszedł do tej gry bez dużej dozy ostrożności oraz przycisku kucania – nawet jeśli mamy możliwość przypuszczenia frontalnego ataku, używając niezawodnej kuszy, rewolweru czy strzelby. Mówię to z pełnym przekonaniem: gra jest warta swojej pełnej ceny, także w pakiecie z DLC pod tytułem Dead Man’s Promise

Gloomwood
Gloomwood to duchowy spadkobierca Thief. Powyższy obrazek jest tego dowodem.

Na koniec zostawiłem wisienkę na torcie – Gloomwood. Co prawda ta pierwszoosobowa skradanka w klimacie steampunka nadal jest w fazie Early Access, ale dotychczas zaprezentowane poziomy są na tyle dobre, że jestem spokojny o produkt finalny. Wydawcą jest New Blood Interactive, na czele z Davidem Szymanskim (DUSK), a gra zebrała przytłaczająco pozytywne opinie na Steamie. W zamyśle planowałem poczekać na wydanie pełnej wersji, ale na potrzeby tego felietonu przeszedłem pierwszy poziom i już teraz mogę powiedzieć jedno: to będzie kolejna mocna gra w gatunku stealth! Gloomwood z pewnością rozkocha w sobie miłośników gier thiefopodobnych. Początkowy obszar osady rybackiej Fishery ocieka klimatem. Teren patrolowany jest przez myśliwych o świecących oczach, a z pozoru bezpieczne miejsce w cieniu może być rozświetlone na parę sekund przez pobliską latarnię. W spiżarni powoli rozkładają się zwłoki, jakby zwykłe puszki z jedzeniem nie wystarczały tutejszym tubylcom. Gdzieś w oddali słychać głęboki kaszel myśliwych, a molo „udekorowane” jest nabitym na hak krokodylem o długości łodzi.

W parze z gęstą atmosferą idzie dopieszczony gameplay. Do przeciwnika można podejść różnymi ścieżkami, a kolejne restarty gry odsłaniają nowe przesmyki i przejścia, które z pozoru wydawały się zablokowane. Ukształtowanie terenu i sprytnie ukryte kody do sejfu zachęcają do eksploracji, a podwodne sekcje udowadniają, że projektant poziomów doskonale „czuje” klimat starych Thiefów. Mamy również świetnie rozegrane momenty, jak na przykład wyłączenie prądu w celu odblokowania drzwi, za którymi jest… psiarnia. Rozświetlamy drogę trzymając w ręku lampę naftową, kiedy w końcu pojawia się jeden taki – częściowo obdarty ze skóry, z czerwoną płetwą na grzbiecie, spragniony ludzkiego mięsa rybopies. Nie przedłużając, będzie to z pewnością pozycja godnie reprezentująca gatunek. Bez zbędnych udziwnień, współczesnych mechanik i ręki prezesa, który wrzuci płatne skrzynki z platynowymi wytrychami.


W tekście tym skupiłem się na mniej znanych produkcjach, specjalnie omijając takie gry jak Sniper Elite: Resistance, Assassin’s Creed Shadows czy Hitman: World of Assassination, które jest właściwie zlepkiem starszych odsłon. Niedawno wyszedł Thief VR: Legacy of Shadow i Metal Gear Solid Delta: Snake Eater. Jak z kolei wygląda kalendarz najbliższych premier gier w 2026, uwzględniając omawiany gatunek? W lutym otrzymamy trzecią odsłonę przygód skrytobójczego goblina Styxa w Blades of Greed. Będzie również Mudang: Two Hearts od koreańskiego studia EVR oraz multiplayerowe skrywanie się w cieniu w Thick as Thieves. Ubisoft może w końcu ruszy z remake’iem Splinter Cell, o ile projekt nie zostanie pogrzebany. Jak widać powyżej, gatunek nie został całkowicie zapomniany przez wydawców, a raz na jakiś czas pojawiają się tak świetne pozycje, że można do nich wracać każdego roku. Zupełnie jak z komediami i Kevinem na święta.

 

Źródło: Top Video Game Genres in 2025: Analysis & Trends