Chorus

Produkcje indie są często ukrytymi perełkami, nawet gdy zasługują na sławę większą niż niektóre tytuły AAA. Widoczne to jest zwłaszcza w 2021 roku, gdzie dostaliśmy wiele mniejszych gier jak chociażby Death’s Door, Kena: Bridge of Spirits czy… Chorus – najnowsze dzieło Fishlabs, nazywane przez graczy “Hellbladem w kosmosie”. Czy właściwie? Tego dowiedziecie się w tej recenzji, do której chętnie zapraszam.


Gra dzieje się w dalekiej przyszłości, gdzie Krąg, potężny kult pod rządami Wielkiego Kapłana, próbuje osiągnąć tytułowy Chorus – czystą harmonię międzyplanetarną, która zatrzymałaby wszelkie wojny. Niestety, z czasem organizacja ta zmieni swoje zasady, a zamiast tworzyć pokój, zacznie terroryzować całą galaktykę. Początkowo wszyscy z kultu nie mają nic przeciwko nowym planom Wielkiego Kapłana, lecz po tragicznym wydarzeniu skutkującym śmiercią setek milionów istot, niektórzy z Kręgu opuszczają go pod niewiedzą rządzącego, by później dołączyć do ruchu oporu.

Jednym z buntowników jest Nara – była Starsza kultu oraz główna bohaterka, która pracuje jako złomiarka w Enklawie – największej stacji niezależnej od Kręgu. Oczywiście żaden z jej współpracowników nie wie o jej prawdziwej tożsamości. Jednak gdy jej przyjaciele znajdą się w niebezpieczeństwie, Nara będzie musiała zmierzyć się z przeszłością i znów zasiąść za sterami statku o nazwie Opus (skrót od “Opuszczony”), z którym wysadziła planetę. Lecz aby zdobyć wystarczającą siłę, by zniszczyć ostatecznie Kręg, kobieta na początek będzie musiała znaleźć w sobie upragnioną harmonię.



Można by pomyśleć, że fabuła w strzelance kosmicznej fabuła odgrywa pewnie nikłe znaczenie. A jednak, historia opowiedziana w Chorus jest bardzo ważna i ma parę mocnych momentów. Jest to głównie zasługa ciekawej relacji protagonistki z jej statkiem. Albowiem rozmowy prowadzone pomiędzy Narą a Opusem (tak, maszyna ma wszczepioną sztuczną inteligencję) są świetnie napisane i też niekiedy ciężkie, gdyż przecież kobieta porzuciła go gdzieś w zamkniętej, ciemnej oraz opuszczonej przestrzeni. Dlatego nie dziwi więc fakt, że pierwsze dialogi między nimi zwięzłe i związane z aktualnym celem, a nie z tematami osobistymi. Oczywiście sama opowieść jest niezła – Kult jest interesującą grupą, a w niektórych momentach nawet granica pomiędzy dobrem a złem zaciera się. Twórcy bardzo dobrze przedstawili także problemy emocjonalne głównej bohaterki, które mogą zaważyć na losie milion istnień. I choć historia ma w sobie dużo oryginalnych rzeczy i jest na plus, to zdecydowanie największą jej bolączką są postacie. Niestety tylko Nara oraz Opus są warci zapamiętania. Reszta napotkanych przez nas bohaterów choć mają znaczenie w naszej podróży, to są pustymi podmiotami, którzy mają tylko popchnąć fabułę do przodu. Ich los nie obchodzi nas za bardzo, a rozmowy z nimi są niekiedy zbyt sztuczne.

Warto teraz odpowiedzieć na pytanie z początku: Czy Chorus można nazwać Hellblade’m w kosmosie? W mojej opinii obie gry są do siebie w niektórych elementach bardzo podobne, zwłaszcza jeśli chodzi o samo przedstawienie protagonistki. Już w prologu możemy doświadczyć pierwszych podobieństw. Albowiem Nara często prowadzi monologi, komentując obecne wydarzenia czy słowa danych postaci. Wspólnych elementów jest więcej, lecz jest to już spoiler fabularny, więcej nie mogę o nich napisać. Jednak jeśli sami w to zagracie, to z pewnością poczujecie klimat znany z tej psychodelicznej produkcji Ninja Theory.

Większość ludzi gra w strzelanki kosmiczne na systemu latania oraz walki. Mimo że w Chorus opowieść gra pierwsze skrzypce, to o dobry gameplay także zadbali. Wiadomo, że jest typowym przedstawicielem gatunku – przez cały czas sterujemy statkiem i często musimy wykonywać spektakularne akrobacje – ale ma w sobie parę interesujących elementów, które wyróżniają tytuł na tle reszty. Szkoda tylko, żeby w pełni dostrzec potencjał gry, trzeba na początku przejść długi (i słaby w porównaniu z innymi rozdziałami) prologiem. Wiem, iż są to pierwsze godziny, więc powinno być spokojnie, by gracz zapoznał się z podstawami, lecz niestety wieje nudą na prawie każdej płaszczyźnie. Mało interesująca historia, słabo napisane misje poboczne oraz początkowy zasób umiejętności oraz środków bojowych, przez które szybko można poczuć monotonię. Na szczęście twórcy wynagradzają nas później wieloma świetnymi rzeczami dzięki którym gracz zdobywa ponowną chęć do poznawania świata gry.



Wracając jednak do gameplayu: jest on rewelacyjnie zaprojektowany! Latanie naszym statkiem to czysta przyjemność, a specjalne zdolności maszyny są oryginalne i nie spotkamy tego w innych grach. No właśnie, wgłębmy się w bardziej temat z możliwości naszej bohaterki i Opusa. Wraz z postępem fabularnym, Nara zdobywa coraz większą moc, która pozwala protagonistce wykonać widowiskowe kombinacje ataków. Możemy m.in. teleportować się za tyły oponentów czy skanować otoczenie, poszukując przydatnych przedmiotów do zebrania oraz słabych punktów przeciwnika. Jest ich więcej, lecz nie chcę psuć niespodzianki. Do dyspozycji mamy jeszcze trzy rodzaje broni: pospolite działka, lasery i rakiety. Każde z nich służą do czegoś innego – laser może zniszczyć szybko pancerz wroga, a rakiety jego tarczę. Proste, lecz fajne rozwiązanie, które zmusza gracza do ciągłego myślenia. Zwłaszcza, iż wrogów sporo – od zwykłych myśliwców po potężne statki, w których należy zniszczyć ich słabe punkty.

Chorus jest grą z pół-otwartym światem. Znaczy to, iż dostajemy na początku małe tereny pełne aktywności pobocznych, a wraz z postępem w historii dostaniemy nowe lokacje do zwiedzania. Podoba mi się, że twórcy nie zasypali nam milionem pytajników, a dali nam tylko misje poboczne. Zaskakujące jest to, iż są polegają one w większości na eksploracji i poszukiwaniu przedmiotów. Te związane z walką też są, lecz niestety jest ich za mało. A szkoda, bo są często różnorodne i oferują świetną zabawę (mamy np. wejść w pokład większego, mocniejszego, lecz wolniejszego statku, rozwalić ukryte w jaskiniach bomby czy eskortować sojuszników oporu). Niemniej jednak warto je robić, gdyż często w nagrodę dostajemy ulepszenia do broni lub pancerza.

Tytuł może także się pochwalić świetną oprawą audio-wizualną. Podczas zabawy będziecie stale zachwyceni grafiką, jaką oferuje gra. Otwarte tereny wyglądają przecudownie, a te mniejsze są dopieszczone wieloma szczegółami. Aż dziw bierze, iż nie jest to produkcja AAA, zwłaszcza, że wizualnie jest na takim samym poziomie co większość sławnych gier wysokobudżetowych pokroju serii Assassin’s Creed czy Call of Duty. Chyba jedyną bolączką tej gry, jeśli chodzi o grafikę, są zdecydowanie cutscenki. Mimika Nary jest sztuczna, a wszystkie ruchy statków wydają się być powolne. Jest to na szczęście drobnostka, które nie przeszkadza w zabawie (choć niestety na PS4 Pro cutscenki chodziły bardzo źle). Ścieżka dźwiękowa także dała radę. Pedro Camacho postarał się i zaserwował nam wyśmienitą ucztę dla naszych uszu, a Motyw przewodni gry to dla mnie arcydzieło.



Chorus jest jedną z największych niespodzianek 2021 roku. Niestety będziecie na początku przejść przez średni prolog, by później doświadczyć czym tak naprawdę jest najnowsza produkcja Fishlabs – genialnym tytułem oferującym dobrą historię, świetną Narę oraz Opusa, wciągający do ostatniej sekudny gameplay oraz niezwykłą oprawę audio-wizualną. Produkcję z całego serca polecam. Gra warta zagrania!

 

Koch Media

GRA DO RECENZJI DOSTARCZONA PRZEZ KOCH MEDIA
DZIĘKUJEMY ZA WSPARCIE!

5 2 votes
Oceń Wpis
Subscribe
Powiadom o
guest

1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

Dzięki za świetną recenzję. Jeśli da się ukończyć w 18h to może dam jej szansę. Elden Ring pokonał mnie na chwilę obecną nie poziomem rozgrywki, a ogromem i czasem jaki trzeba mu poświęcić. Chyba przerzucę się na gry czysto arkadeowe…

1
0
Napisz co myślisz, zostaw komentarz.x