Cronos: The New Dawn – już graliśmy!
Horrory Bloober Teamu słyną raczej z rozbudowanej fabuły niż wciągającego gameplayu. Nawet remake Silent Hilla 2, choć bardzo daleko mu do walking sima, stawia przede wszystkim na opowiadaną historię (choć trzeba przyznać, że wybijanie okien* było całkiem przyjemne). Tym bardziej cieszy fakt, że nadciągający Cronos: The New Dawn posiada rozgrywkę tak dopracowaną, że broni się sama bez pomocy warstwy fabularnej (co nie znaczy, że jej nie ma).
Pamiętaj! Zakład pracy twoim drugim domem
Mamy rok 1981, a polski naród przygnieciony jest nie tylko butem komunizmu, lecz także (a raczej przede wszystkim) tajemniczą pandemią zmieniającą ludzi w potwory podobne nieco do nekromorfów z Dead Space’a. Jako bezimienna Podróżniczka ND-3576 lądujemy w krakowskiej Nowej Hucie z zadaniem odnalezienia poprzedniego wysłannika… no właśnie, nie wiadomo kogo. Ale pewnie jakiegoś Weyland-Yutani.
Pierwszym, co rzuca się w oczy po chwyceniu za pada, jest specyficzny klimat. Postapokaliptyczna Nowa Huta jest GENIALNYM miejscem akcji, gdyż groza miesza się tu z polskością, która wprost wylewa się z ekranu. Mamy obowiązkową serwetę pod kineskopowym telewizorem, charakterystyczne tramwaje czy powieści Sienkiewicza, od których uginają się półki lokalnej biblioteki. Pełno tu momentów z cyklu: „przecież w domu dziadków stała identyczna choinka!” albo „mieszkałem(-am) kiedyś w takim samym bloku!”. Co prawda Blooberzy wielokrotnie już eksponowali ową polskość na cały świat, ale w Cronosie jest ona niemalże przytłaczająca. Serio, to najbardziej polska gra w historii i w tej kategorii nie przebije jej chyba żaden inny tytuł, bo po prostu nie da się zmieścić więcej polskich „smaczków” na jednym metrze kwadratowym. Warto wspomnieć, że tutaj wszelkie gazety, murale i graffiti są w języku niegęsim, a dopiero napisy pokazują tłumaczenie na przykład na angielski – odwrotnie niż w The Medium.
Osobny akapit należy poświęcić level designowi. W grze nie uświadczymy ani mapy, ani nawet kompasu, co uświadomiłem sobie dopiero po pierwszej godzinie grania. Cronos to broń Boże nie korytarzówka, w której nie da się zgubić, ale rzadko kiedy miałem kłopot z orientacją w przestrzeni. Pokuszę się o stwierdzenie, że projekty poziomów w Cronosie są idealne w każdym calu. Gra prowadzi nas za rączkę w ledwo odczuwalny dla nas sposób, raz subtelnie wskazując nam drogę, innym razem pozwalając nam nieco pobłądzić. Nawet God of War Ragnarök posiada więcej (i bardziej irytujących) niewidzialnych ścian niż najnowsze dzieło Bloober Teamu, gdzie w trakcie dwóch godzin zabawy natknąłem się na może jedną, dwie.
(*) I wiele, wiele innych rzeczy.
Klient nierozpłaszczony nie zostanie obsłużony
Oczywiście Cronos nie jest jakimś Tour de Nowa Huta, w trakcie rozrywki czekają na nas inne atrakcje, głównie wyjące i biegnące w naszym kierunku. Potwory możemy poczęstować zarówno pięściami, jak i pistoletem czy shotgunem, przy czym najlepsze rezultaty uzyskamy, używając narzędzi mordu naprzemiennie. Dla przykładu, headshot da nam okienko czasowe na zadanie ciosu piąchą, lecz ani jedno, ani drugie nie jest łatwe. Zombiaki poruszają się z pewną dozą nieprzewidywalności, przez którą czasem nawet celny strzał w korpus to nie lada problem. Z kolei sprint do delikwenta jest znacząco utrudniony przez ciężar, z jakim porusza się nasza postać. Po prawdzie w ogóle nie możemy sprintować – domyślnie poruszamy się z prędkością spacerową, możemy co najwyżej przejść w trucht. Nie istnieją tutaj skoki, susy czy jakiekolwiek formy uniku, a nawet blokowania ciosów, choć niewykluczone, że pojawią się w późniejszych etapach rozgrywki.
Z tutejszymi maszkarami wiąże się sztandarowy ficzer gry. Zabite bestie mogą zostać wchłonięte przez ich żywych pobratymców, którzy w ten sposób przejmują umiejętności upadłych towarzyszy. Przykładowo, jeśli tank zmerguje się z ciałem zombiaka plującego kwasem, będziemy mieć na karku plujca wysoce odpornego na pociski. Z kolei jeśli wspomniany tank wchłonie truchło „skakuna”… możecie sobie wyobrazić efekt.
Bloober Team bardzo chce nam pokazać, że potrafi stworzyć grę wciągającą gameplayem, a nie głównie – jak to było do tej pory – fabułą.
Aby zabici przeciwnicy na stałe zniknęli z pola bitwy, trzeba ich spalić, używając do tego pojemnika z benzyną. Szczęśliwie ruch ten działa obszarowo i tak, możemy spalić dwa trupy za jednym zamachem, co daje irracjonalnie dużo satysfakcji. Mój rekord do tej pory wynosi trzy, a za pięć powinien być achievement. Ogranicza nas jedynie fakt, że możemy mieć tylko jeden pojemnik z benzyną niezależnie od ilości wolnego miejsca w ekwipunku (tym bardziej warto wypatrywać czerwonych beczek!). Rozumiem zamysł stojący za tym rozwiązaniem, ale przydałoby się tu jeszcze solidne fabularne wyjaśnienie.
W trakcie walki z wieloma wrogami naraz tworzy się interesująca dynamika: z jednej strony trzeba się ruszać, aby przeżyć, z drugiej zaś dobrze by było zostawić jak najwięcej trupów na jak najmniejszej przestrzeni, aby móc spopielić ich wszystkich jednym ruchem. Dodajmy do tego soczysty gunplay, mięsiste ciosy w walce wręcz, a także ograniczoną ilość amunicji i apteczek, a otrzymamy szalenie wciągające starcia, których chciałoby się więcej. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że część walk da się przeżyć, po prostu omijając zombie. Jest to rozsądna opcja, jeśli akurat skończą nam się kule (czy w tym wypadku kartridże z laserami), co zdarzyło mi się pod koniec dema.
Coś TY zrobił dla realizacji planu?Bloober Team nie kryje się z faktem, że Cronos będzie trudną grą, i rzeczywiście – tytuł nagradza powolną eksplorację i umiejętność kontrolowania tłumów przeciwników, oczywiście poprzez ich metodyczną eliminację. Inaczej czeka cię trudna przeprawa, choć w pierwszej połowie dema zastanawiałem się, czy Cronos nie jest aby za łatwy. Moje wątpliwości szybko rozwiała druga godzina rozgrywki. Nie pytaj, skąd wiem, że nie zobaczymy tu sadystycznych animacji śmierci rodem z Dead Space’a. |
Drzwi proszę pchnąć do siebie
Czas pomiędzy starciami wypełnią nam eksploracja i zagadki środowiskowe. Na naszej drodze znajdziemy głównie amunicję, apteczki i surowce do wytwarzania tychże. Systemy craftingu i ulepszeń są tu raczej symboliczne, nieprzekraczające poziomem skomplikowania tych z The Last of Us. Znalezione przedmioty (takie jak chociażby aparat fotograficzny) możemy wymieniać na walutę w safe roomach. Klasycznych znajdziek jest tu jak na lekarstwo, ale ich rolę odgrywają tutaj… koty! Warto nasłuchiwać miauknięć, gdyż w pobliżu może znajdować się futrzak do uratowania. W trakcie dema udało mi się znaleźć ich dwójkę, z czego drugiego kilka minut przed końcem.
Z kolei łamigłówki nie odznaczają się wysoką złożonością. Ot, czasem trzeba odnaleźć klucz do drzwi lub przesunąć coś ciężkiego. Wyjątki stanowią manipulacje wyrwami w czasie – po wycelowaniu specjalnego urządzenia w konkretne miejsca, możemy odgruzować zawalone przejście czy załatać dziury w nawierzchni. Wygląda to całkiem spektakularnie (jeśli widzieliście Tenet, wiecie o co chodzi), choć pod kątem gameplayu niewiele się różni od, dajmy na to, przestawiania dźwigni. Mimo tego chyba nigdy mi się to nie znudzi.
W zwycięstwie demokracji ludowej – przyszłość młodej inteligencji
Opowieść poznajemy głównie z krótkich cutscenek i znajdowanych po drodze zapisów oraz audiologów, a tym drugim nie da się odmówić klimatu. Peerelowska propaganda łączy się w nich z oświadczeniami dotyczącymi pandemii, tworząc jednocześnie uroczą i upiorną mieszankę trzeszczącej biedy („wiedziałeś, że z jednej torebki możesz zrobić aż siedem kubków** herbaty?”) i komunizmu w wersji turbo. Scenarzyści bezbłędnie grają na emocjach, których mogliśmy doświadczyć pięć lat temu. Mimo iż wszędzie widzimy skutki wydarzenia o skali globalnej, dzięki notatkom nie tracimy z oczu historii zwykłych ludzi dotkniętych katastrofą.
Po prostu nie da się zmieścić więcej polskich „smaczków” na jednym metrze kwadratowym.
Z kolei jeśli chodzi o główny wątek opowieści, wciąż nie wiadomo za wiele, a demo pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi. Kim jest Podróżniczka? Dlaczego ludzie zmieniają się w zombie? Co prawda wkrótce wyjaśnia się, co robimy na Nowej Hucie, ale nadal nie wiemy, jaki dokładnie cel przyświeca głównej bohaterce tudzież organizacji, która ją przysłała w to miejsce. Co prawda twórcy gry obiecują, że „będzie się działo”, lecz na ten moment mam wrażenie, że Bloober Team bardzo chce nam pokazać, że potrafi stworzyć grę wciągającą gameplayem, a nie głównie – jak to było do tej pory – fabułą. Póki co trzeba trochę zaufać scenarzystom i reżyserom, że „dowiozą” angażującą historię, a patrząc na ich ostatnie osiągnięcia, nie widzę powodów do obaw.
(**) Albo filiżanek. Nie pamiętam.
Uprzejmie i szybko obsługujemy ludzi pracy
Pod względem wydajności nie mam Cronosowi niczego do zarzucenia, choć nie wiem też, jakie bebechy miały komputery, z których korzystaliśmy na zamkniętym pokazie gry. Napotkane bugi mógłbym policzyć na palcach jednej ręki (raz napisy przestały się wyświetlać, innym razem prawie się zablokowałem na małym elemencie otoczenia). Moją uwagę zwróciły jedynie zasłony animowane w zauważalnie niskiej liczbie FPS-ów, ale nie jest to problem, który kłuje w oczy. Do premiery raptem kilka miesięcy, więc dobrze, że stan techniczny Cronosa jest bliski perfekcji, przynajmniej na początku przygody. Sama grafika również stoi na wysokim poziomie, a zwłaszcza oświetlenie i wygląd potworów, bo choć ciężko mi było odróżnić od siebie poszczególne ich rodzaje, starsza pani przemieniona w zombie zrobiła na mnie wrażenie.
Z kolei oprawa dźwiękowa jest dobra. Non stop coś tu mlaszcze, trzaska, dudni i rzęzi, a swoje dokłada również muzyka, za którą odpowiada Arkadiusz Reikowski. Niepokojący syntezator rodem z Blade Runnera 2049 (albo pierwszego Unreala) łączy się tutaj z upiornymi wokalami polsko-ukraińskiego zespołu Zazula. Całość nadaje odpowiedni nastrój wydarzeniom dziejącym się na ekranie, choć nie jest to poziom opresyjnego audio z pierwszego Silent Hilla, gdzie symfonia odgłosów potworów i napieprzania w rury potrafiła wryć się w mózg.
Nie wyrzucaj narzędzi z wagonu!W Cronosa równie dobrze gra się klawiaturą i myszką, jak i padem. Miałem jednak wrażenie, że na „fortepianie” gra się jakby… szybciej? Może to wina zbyt wolnej prędkości rozglądania się podczas grania kontrolerem – nic, czego nie można skorygować w ustawieniach. Tak czy siak, posiadacze zarówno konsol, jak i pecetów powinni być usatysfakcjonowani. |
Po ograniu pierwszych dwóch godzin Cronos: The New Dawn jestem pewien, że Bloober Team ponownie dowiezie dobrą (nawet bardzo) grę osadzoną w autorskim uniwersum, a co najważniejsze – opierającą się w równym stopniu na fabule, co na gameplayu. Nowa Huta z lat 80. i bijąca z niej polskość w połączeniu z realiami postapo tworzą unikalny setting, którego wcześniej w branży nie było i nie będzie (chyba że w grach samego Bloobera). Mam nadzieję, że to wystarczy, by przyciągnąć do siebie dostatecznie dużą widownię, gdyż co do tego nie jestem pewien. Wiem jednak, że ciężko mi się będzie od Cronosa oderwać.













![Cronos: The New Dawn Cronos: The New Dawn [1]](https://cross-play.pl/wp-content/uploads/2025/07/cronos_hospital-1024x576.png)
![Cronos: The New Dawn Cronos: The New Dawn [2]](https://cross-play.pl/wp-content/uploads/2025/07/cronos_nest-1024x576.png)
![Cronos: The New Dawn Cronos: The New Dawn [3]](https://cross-play.pl/wp-content/uploads/2025/07/cronos_screenshot-5-1024x576.png)
![Cronos: The New Dawn Cronos: The New Dawn [4]](https://cross-play.pl/wp-content/uploads/2025/07/cronos_pod-1024x576.png)
![Cronos: The New Dawn Cronos: The New Dawn [5]](https://cross-play.pl/wp-content/uploads/2025/07/cronos_screenshot-1-1024x576.png)