Retro wspomnienia lat 90. – recenzja książki

Pisaliśmy niedawno o Retro wspomnieniach lat 80. Przyszedł więc czas na moją ulubioną dekadę. Bez zbędnego przeciągania, zapraszam was do recenzji Retro wspomnień lat 90. od Retro Gamera.


Lata 90. to dekada, z którą bardzo wielu graczy ma tony pięknych wspomnień. Nie dziwota, ponieważ obecnie branża jest nasycona grami, choć mało która pozycja zapada nam w pamięć. Co innego produkcje, które zmieniły branżę gier wideo, wyznaczając standardy, które dzisiaj są już normą. Jest wiele osób, które kocha nostalgiczne podróże w przeszłość, a jeszcze więcej świeżaków, którzy pierwszy raz obcują z tym okresem historycznym. Dlatego książki poruszające tematykę retro mogą śmiało przekonać wiele osób do sięgnięcia po kultowe sprzęty i szlagiery.

Retro wspomnienia lat 90.

Omawiana tu pozycja jest naturalną kontynuacją Retro wspomnień lat 80. Nie zmieniono rozmiarów książki (230 x 297 mm), tak samo jak wysokiej jakości papieru kredowego. Okładkę uszlachetniają kultowe postacie z gier owej dekady, między innymi Crash Bandicoot, Lara Croft czy Cloud Strife. Liczba stron oscyluje w granicach stu czterdziestu, więc na brak zawartości nie ma co narzekać.

Zatem co znajdziemy w środku? Na pierwszych stronach przyjrzymy się gwiazdom tamtego dziesięciolecia za sprawą pięknych minifotek każdego wydanego sprzętu, niezależnie od odniesionego przezeń sukcesu. Dalej przeczytamy, co odróżniało lata 90. od 80.: rozwój handheldów, a także przeniesienie poziomu technologicznego z salonów arcade do salonu przeciętnego Kowalskiego. Dowiemy się co nieco o maskotkach tamtej dekady, takich jak Crash, Spyro, Gex, Croc, małpki z Ape Escape, Sonic czy wybryki natury pokroju Raymana i Kirby’ego (tych mogli tylko wymyślić Francuzi i Japońce).

Retro wspomnienia lat 90. przybliżają nam też premiery najważniejszych gier lat 1990-1999. Jak dla mnie to najciekawszy temat w całej książce, ponieważ na przestrzeni dziesięciu lat ukazały się konsole z aż trzech generacji: SNES, PlayStation i Dreamcast. Z dwuwymiarowego Super Mario World przeszliśmy do pierwszych naprawdę trójwymiarowych światów pokroju wspomnianego Ape Escape, a następnie do pierwszych otwartych krain dzięki Shenmue, które pokazało, jak mogą wyglądać ludzkie postacie i swobodna eksploracja. A mówimy o samym sprzęcie stacjonarnym. Game Boy (w tym Color), Game Gear (protoplasta Switcha) oraz Atari Lynx były przenośnymi petardami, zapewniającymi nam rozgrywkę, gdzie tylko byśmy chcieli (pod warunkiem trzymania w pogotowiu torby pełnej baterii, zwłaszcza do Game Geara i Lynx).

Retro Gamer pokusił się nawet o skromny felietonik dotyczący pierwszych kart graficznych z akceleratorami 3D, takich jak 3DFX Voodoo i Voodoo 2 oraz Nvidia GeForce 128 i 256 – fajne. No i crème de la crème książki, czyli pokaźny tekst poświęcony jednej z najciekawszych wojen konsolowych: między SNES-em a Mega Drive’em (swoją drogą, polecam sięgnąć po osobną książkę na ten temat – zdecydowanie warta przeczytania). Dzieje zażartej walki o klienta czyta się nie gorzej niż dobrą powieść.

Retro wspomnienia lat 90.

Oczywiście to nie koniec, bowiem reszta wydania poświęcona jest najważniejszym produkcjom (czasem nawet całym markom) tamtej dekady, takim jak Lemmings, Doom, Metal Gear Solid, Final Fantasy VII, Tomb Raider, Super Mario 64, GoldenEye czy The Legend of Zelda: Ocarina of Time. Teksty są długie, bogate w informacje i różne ciekawostki do tego stopnia, że od razu chce się sięgnąć po pada i przeżyć te historie (nawet jeśli po raz kolejny).

Niestety największe WTF miałem w momencie, gdy zacierałem łapki, nie mogąc doczekać się na to, co ciekawego przeczytam o konsolach. W jakim szoku byłem, widząc totalne olanie tematu. Mamy niestety te typowe rozkładówki z wielkim zdjęciem konsoli, zapewne należących do redaktorów czasopisma (niektórzy powinni wyczyścić te pady przed sesją zdjęciową – fuj), jest krótki opis bebechów oraz najciekawsza (według redakcji) gra na daną platformę i to tyle. Gdzie są zdjęcia wnętrzności i sowita dawka ciekawostek, jak w Retro wspomnieniach lat 80. i Wielkiej Księdze Nintendo? Pominięto je z czystego lenistwa?

Przecież Saturn, PSX czy Dreamcast to kopalnie informacji. Sam Saturn zasługuje na osobny artykuł, ponieważ Sega dała ciała i w ostatniej chwili wcisnęła do niego dwa procesory (pierwotnie miał to być sprzęt głównie pod gry 2D), co było rzadkością w branży. To samo Dreamcast, który aż prosi się o przygotowanie czegoś więcej. Był pierwszą konsolą stacjonarną stworzoną z myślą o graniu online, gdzie każdy egzemplarz miał w pudle odpinany modem dial-up (korzystający z linii telefonicznej) o prędkości 33,6 kbps (USA od razu dostały modem o przepustowości 56 kbps), zaś od roku 2000 w Stanach i Japonii można było dokupić adapter szerokopasmowy. Dreamcast w tym aspekcie bił na głowę Nintendo i Sony, inwestując mocno w usługę sieciową. Gdy stworzyli własny „Seganet”, w zaledwie miesiąc osiągnęli blisko 1,55 mln subskrybentów na całym świecie, a trzeba dodać, że usługa kosztowała prawie 22 dolary za miesiąc. Dla porównania: pierwsza iteracja Xbox Live potrzebowała dwóch lat, aby dobić do miliona subów.

Czy to zbyt wiele, aby przygotować coś ciekawego do takich specjalnych wydań? Czy wszystko musi być tylko skopiowane z różnych numerów czasopisma? Oczywiście, że nie i rozumiem, że artykuły o grach same w sobie zajęły więcej miejsca niż normalnie, ale ponownie mamy w książce zmarnowane strony na felietony, które nie prezentują sobą niczego – typowe zapychacze. Wielka szkoda, że Retro Gamer nie widzi w tym potencjału. Na całe szczęście nie mogę napisać złego słowa o przekładzie na nasz rodzimy język. Ponownie: tłumaczenie i korekta zasługują na słowa uznania.

Retro wspomnienia lat 90.


Podsumowując, Retro wspomnienia lat 90. od Retro Gamera to kawałek ciekawej historii, tym razem bardziej skoncentrowany na samych grach aniżeli pudełkach znajdujących się pod telewizorem, dzięki którym mogliśmy obcować z tymi niesamowitymi wirtualnymi światami. Czy polecam książkę? Ogólnie tak, ponieważ każdą stronę chłonąłem z wypiekami na twarzy, serwując sobie potężną dawkę nostalgii – do tego stopnia, że po odłożeniu egzemplarza na półkę, odpaliłem kilka pozycji, o których przed chwilą czytałem, tak, aby to uczucie nostalgii trwało odrobinę dłużej. Cena sugerowana przez wydawcę to 109 zł, co jest niewygórowaną kwotą za porządny kawałek historii gier i pełną nostalgii podróż w przeszłość.

 

 

KSIĄŻKA DO RECENZJI DOSTARCZONA PRZEZ

CENTRUM EDUKACYJNE PROMISE

DZIĘKUJEMY ZA WSPARCIE!